Postanowiłam być systematyczna itp... no i tym samym przesyłam relację z Pearl Jamowej imprezy:) Więc w zeszłą sobotę było nam dane przeżyć kolejny wieczór z Pearl Jam. Jak zwykle te same obawy, nerwy itp; no ale tym razem okazały się one jak najbardziej zbędne. Ludzi trochę przyszło, tak, że jedną salę doszczętnie wypełnić się udało - co ja mowie! Cała knajpa była zawalona! Tyle że cała reszta ludzi to byli starzy bywalcy, zapijający smutki po przegranej Lech-Legia - czyli że ich tu nie liczymy: ) Więc nie dość, że ludzie dopisali, to nad wyraz byli zainteresowani tym co pokazywane było - a było co ogladac; Na pierwszy ogień poszło przemówienie Eda, które popełnił w ramach wprowadzania Neila Younga do Rock Hall Fame (czy jak to tam się nazywa). A że facet ma gadane i nawija w całkiem interesujący i zabawny sposób - było sypmatycznie:) Nastepnie wystep (jeden utwór) nijakiego Wellwather Conspiracy- dla niezorietowanych: uboczny projekt Mata Camerona (śpiewa i gra na perkusji - rownocześnie). Potem kruciutki występ Edka u boku a'la Elvisa Presley`a z roku 1993 gdzie ton i natężenie głosu do szaleństwa doprowadzić może (prześliczny, głęboki baryton, ach:) ). No i koniec końców odbyły się projekcje całych koncertów (no nie znowu takich całych, bo przy pierwszym dvd się zawiesiło, a drugi ma ciachniętą pod koniec wizje). Pierwszy koncert to ostatni występ nijakiego Mookie Blylock (już następny koncert dawali pod nazwą: Pearl Jam), rzecz niedługa i dość dziwna. Publika, jak to zwykle bywa w przypadku kapel nie znanych raczej nieszczególnie zaintereswana tym co się na scenie dzieje lecz pomimo to chłopaki grały najlepiej jak umiały - trochę wystraszone, speszone i zdenerwowane ale..:) | Ale gwoździem wieczoru był ostani koncert z trasy No Code, który odbył się w Lisbonie. Jak przystało na publikę, południowo europejską (obok skandynawskiej, polskiej, czeskiej, slowackiej) ludzie szaleja, śpiewaja, nawołują, w try miga lapia co trzeba robic itp; wspaniała zabawa, kapela w pełni formy, Eddie szalejący z miotłą na secnie; no czysta rozkosz! I koniec końców zbliżaliśmy się do drugiej (tanecznej) części wieczoru. Z racji tego ze nastrój miałam znakomity, jakoś specjalnie ludzi nie ubyło pełna nadzieji przystąpiłam do ogłoszenia, że sprzątamy salę i tańczyć będziemy. No i wszyscy jak jeden mąż się poderwali i uciekli!; zostało nas sztuk 12. 3 osoby, które zawsze zostają (wśród nich ja), 1 parka uważnie obserwująca parkiet przez kilka godzin, kolejna parka wykorzystująca brak oświetlenia a pozostałe 4 osoby sporadycznie do zabawy się włączały. Ale tak wlasciwie non stop to bawiły się tylko 2 sztuki (kumpel i ja). Biorąc to wszystko pod uwage musze stwierdzić że: 1. za te tańce powinni nam płacić (albo sami powinniśmy się zorietować czy aby nas w innych knajpach wynająć nie chcieli - bo jak już robic z siebie widowisko to;) ) 2. jak tak dalej pójdzie to uwierzę, że potrafie śpiewać (bo coby flustracje wynikającą z powodu tak natychmiastowej ucieczki nawydzierałam się ile wlezie) No; ale co w tym wszystkim najważniejsze serdecznie pozdrawiam!
Anka |