Grunge SoundGrunge Sound

Centrum Muzyki Grunge

Pearl Jam | Nirvana | Alice in Chains | Foo Fighters | Green River | Hole | Mudhoney | Soundgarden | Temple of the Dog

Muzyka Grunge

Serwis Olympia
Historia - Sonic Youth
Autor:
Dodane dnia 01-01-2004 przez hook
Wstecz
Sonic Youth jest jednym z największych klejnotów amerykańskiego rocka alternatywnego. Czerpiąc z bogatej tradycji The Stooges, Velvet Underground, MC5, czyli hałaśliwych protoplastów gitarowego grania w USA, Sonic posunęli się w nowatorstwie jeszcze dalej niż Iggy Pop, czy Lou Reed. I chociaż - co symptomatyczne - większość ich ostatnich płyt, zupełnie na wzór wielkich poprzedników, zawiera repertuar niemalże piosenkowy, SY są konsekwentni w swym działaniu i nadal nie stronią od eksperymentów, czego wyrazem są liczne side-projecty. Przyjrzyjmy się więc jednej z największych "gwiazd" sceny niezależnej.
Wszystko zaczęło się mniej więcej w szczytowym dla nowojorskiego, post-punkowego ruchu No Wave 1981 roku, kiedy to dwóch gitarzystów, Thurston Moore i Lee Ranaldo postanowiło założyć zespół muzyczny wraz z koleżanką, basistką Kim Gordon. Poruszający się w nowojorskiej scenie od pewnego czasu (obaj gitarzyści występowali wraz z awangardowym kompozytorem Glenem Brancę, a Gordon kilkakrotnie współorganizowała "Noise Festival" w NY City, na którym zresztą wkrótce mieli zagrać, czego owocem była koncertowa płyta "Sonic Death: Sonic Youth Live"), muzycy doskonale czuli panujący na no-wave'owych imprezach klimat. Ulatujący z wolna duch fali punkrocka zaszczepił w świadomości słuchaczy i samych artystów tolerancję na zgiełk i gitarowy brud. Jednak większość grup z tego kręgu nie poprzestawała na prostych, monotonnych eksploatacjach jednego riffu - nieodłącznym elementem wielu artystów spod znaku No-Wave stała się improwizacja i eksploracja rozmaitych odcieni gitarowych sprzężeń, na tle których bębny, czasami wspomagane klawiszami, tworzyły rytmiczny szkielet. I ten sam ruch, w którym wzrastali noise-jazzowi The Lounge Lizards i John Zorn, postpunkowo-etno-funkowi The Talking Heads, Swans i Lydia Lunch, wyniósł na powierzchnię Sonic Youth.
Epka zatytułowana po prostu "Sonic Youth", która była debiutem grupy, ukazała się w 1983 r. nakładem wytwórni Glena Branki, Neutral Records. Została nagrana z nowym perkusistą Richardem Edsonem i z obsługujacą klawisze Ann DeMarinis (która wkrótce opuściła szeregi grupy). Jednak właściwym, pełnometrażowym debiutem, na którym kwartet rozwinął skrzydła, była przełomowa płyta "Confusion Is Sex". Już pierwsze takty utworu (She"s In A) Bad Moon zwiastowały zupełnie nową erę rocka, wyznaczoną przez klaustrofobiczną atmosferę, dysonanse, zgiełk i łatwo wyczuwalną atmosferę osaczenia. Płyta ta, choć dość krótka, stanowi dla wielu esencję tego, co w SY najlepsze - ocierające się o agresję post-psychodeliczne gitary okraszone odrobiną melancholii zawartej w barwie głosu Kim Gordon. Swoistym nawiązaniem do korzeni było umieszczenie na płycie własnej interpretacji coveru piosenki Iggy"ego Popa zatytułowanej I Wanna Be Your Dog, wykonanej z zaciekłością i pasją przerastająca jakiekolwiek utwory wykonawcy oryginału. Pionierski okres Sonic Youth dokumentuje również epka "Kill Your Idols", nagrana w tym samym roku dla małej, niemieckej wytwórni Zensor. O ile "Confusion Is Sex" stanowi w dorobku SY pozycję klasyczną, o tyle kolejne wydawnictwo sprawiło, iż o nikomu nie znanej nowojorskiej grupie usłyszano w szerszych kręgach.
Bad Moon Rising wydana przez grupę w 1984 r. zawierała podobną dawkę emocji, zmieszczoną na mniej niż 40 minutach. Album ten dostał znakomite recenzje w podziemnej prasie i sprzedał się dość dobrze - była to po części zasługa nowego dystrybutora (Rough Trade) i nowej wytwórni: Blast First. Jednak "Bad Moon" zwiastowało już niewielką zmianę stylu - zespół wytracił trochę tempo, utwory zyskały nieco bardziej konwencjonalną strukturę - charakterystyczne dla "Confusion". Nagłe zmiany tempa, wahania natężenia dźwięku, czy długie, drżące sprzężenia upchnięte zostały w klasyczne, piosenkowe ramy. Z kolei próbkę tego, na co grupę stać było podczas koncertów, zawierała płyta (wydana pierwotnie na kasecie) z rejestracją materiału ze wspomnianego wcześniej koncert z cyklu "Noise Festival". Potwierdziła ona klasę muzyków w konstruowaniu wielowarstwowych gitarowych kakofonii. W tym samym okresie nastąpiła zmiana w składzie zespołu - perkusista Bob Bert, który grał z grupą od czasów debiutanckiego longplaya, zastąpiony został przez Steve'a Shelleya, który gra w zespole do dzisiaj.
Trzy kolejne płyty Sonic Youth zaliczane są przez wielu do klasyki indie-rocka. Mowa tu o "Evol" (SST 1986), "Sister" (SST 1987) i "Daydream Nation". Ostatnia z wymienionych należy bez wątpienia do najbardziej dojrzałych płyt zespołu, rozkładają się na niej równomiernie proporcje obu eksplorowanych przez grupę estetyk: tej hałaśliwej z początku lat 80. oraz tej nowszej, bardziej konwencjonalnej. Mimo iż prawie zupełnie pozbawiona dzikości swoich poprzedniczek, "Daydream Nation" jest pomostem rzuconym między przeszłością a przyszłością, albumem, który wyzwolił zapomnianą energię punk rocka, nadał jej pozornie tylko kontrastującej wirtuozerii, wrzucając całość do tygla z napisem "piosenka". To klasyczny album, który zrodził rzesze naśladowców (patrz choćby Dinosaur Jr i cała scena grunge).
Po raz pierwszy jeden z utworów (a konkretnie Teenage Riot z "Sister") stał się niemalże hymnem całego pokolenia, a z pewnością dużym przebojem - puszczany był w wielu małych, niezależnych radiach collegowych. W ten oto sposób prekursorzy estetyki zgiełku przeniknęli ze swymi pomysłami do mainstreamu - niemal każda kolejna płyta sygnowana przez Sonic Youth zawierać będzie utwory o strukturze zdecydowanie prostszej, skonstruowanej na zasadzie zwrotka-refren.
Problemy związane z ówczesnym dystrybutorem, firmą Enigma, skłoniły zespół do zmiany wydawcy. Okazja nadeszła dosyć szybko - pod swoje skrzydła wziął SY koncern Davida Geffena. Pierwsze wydawnictwo po zmianie stajni, płyta "Goo" (1990), stanowiło całkowity zwrot w kierunku "piosenkowości" i pociągnęło za sobą posądzenia ortodoksyjnych fanów o zdradę ideałów. Po niespełna dwóch latach grupa ponownie zebrała się w studiu, by nagrać "Dirty", płytę o niebo lepszą - bardziej przemyślaną, spójną, choć nadal zawierającą utwory, które z powodzeniem wspinały się na listy przebojów (patrz 100%, którego fragment wykorzystano w czołówce jednego z programów w MTV). Mimo wszystko czuć było, że zespół nie zapomniał o swoich korzeniach i trudno było oprzeć się wrażeniu, że dostaje się na listy przebojów dzięki łutowi szczęścia, gdyż to, co odbierane było przez wiernych fanów jako złagodzenie brzmienia, w lukrowanym mainstreamowym świecie nadal raziło swoją kostropatością i dysonansowymi, postrzępionymi aranżacjami - dającymi świadectwo fascynacji nową eksplozją prostoty i energii w muzyce dzięki fali grunge. Z tego okresu pochodzi również singiel ilustrujący współpracę Sonic Youth z Mudhoney i Nirvaną, który tylko to potwierdza.
Kolejne albumy to kolejna zmiana brzmienia. "Experimental Jet Set Trash & No Star" (DGC 1994) i "Washing Machine" (DGC 1995) są chyba najspokojniejszymi płytami SY. Czy jednak zmiana brzmienia przyniosła coś nowego? Na "Experimental" są to nadal piosenki, tym razem nieco bardziej eteryczne, zwolnione, ciepłe. Album ten doszedł najdalej w jakichkolwiek zestawieniach list przebojów w karierze zespołu. Z tych dwóch płyt lepsza wydaje się "Washing Machine". Jest bardziej zróżnicowana, choć prawie wszystkie kawałki na obu płytach zapadają w pamięć po pierwszym przesłuchaniu. Na szczególną uwagę zasługuje Diamond Sea - post-velvetowa ballada z blisko piętnastominutową partią improwizacji w środku. Słodka, magiczna, niespokojna. Po prostu piękna.
Potem ukazała się nieco bardziej zwichrowana brzmieniowo "A Thousand Leaves" (1998 DGC), która przyniosła zagęszczenie faktur muzycznych i wzmocnienie brzmienia. Kolejną płytą była "Silver Session For Jason Knuth" (SYR 1998), wydana własnym sumptem, zawierająca zupełnie inny repertuar niż ten, do którego przyzwyczaili swoich dotychczasowych fanów. Nagrana podczas jednej sesji w prywatnym studiu, "Silver Session" składa się z ośmiu ambientowych, choć dosyć absorbujących impresji, skonstruowanych tylko i wyłącznie z gitarowych sprzężeń, zupełnie tak jakby Moore, Gordon i Ranaldo chcieli wskrzesić ducha Glena Branki i jego gitarowych orkiestr, w których kilkanaście lat wcześniej zdobywali szlify. Równie eksperymentalny charakter ma 2-płytowy box "Goodbye 20th Century" - przewrotne pożegnanie XX wieku przez jedną z najbardziej utalentowanych gitarowych formacji. Płyta prezentuje własne interpretacje klasycznych dla awangardowej muzyki poważnej kompozytorów: Johna Cage'a, Corneliusa Cardewa, Steve'a Reicha i kilku innych. Jest to płyta, która odzwierciedla przynależność muzyków Sonic Youth do zupełnie innego światka muzycznego niż ten, którego udziałem były ich nagrania czerpiące z rockowej tradycji. Ich romans z awangardą trwa przecież od dawna. I tu wspomnieć należy o drugiej twarzy Sonic Youth, grupy, której nagrania znajdowały się na listach przebojów.
Thurston Moore i Lee Ranaldo to adepci Glena Branki, o czym była już wcześniej mowa. Tam terminowali jako gitarzyści, zasilając jedną z najbardziej niesamowitych, bo złożonych przede wszystkim z kilkunastu gitar orkiestr na świecie. Tę współpracę dokumentują trzy symfonie wydane na przełomie lat 80. i 90., noszące kolejno tytuły "1", "2" i "3". Jako Sonic Youth kolaborowali z licznymi artystami: awangardowym gitarzystą Jimem O"Rourke ("Invito Al Cielo", 1998 SYR), Mudhoney, Nirvaną, Foetusem, Miracle Workers, japońskim wokalistą i założycielem The Boredoms, Yamatsuką Eye, Hole, Laughing Hyenas, Das Damen, Revolution 409. Jako Ciccone Youth nagrali "The Whitney Album" - parodio-tribute album złożony w hołdzie Madonnie.
Thurston Moore nagrał kilka płyt wraz z muzykami improwizującego noise-jazzowego duetu Borbetomagus, a także współpracował z post-psychodelicznym gitarzystą Lorenem Mazzacane"em Connorsem, Lydią Lunch, czy avant-jazzowym perkusistą Evanem Parkerem. Ma w swoim dorobku również kilka płyt solowych, eksplorujących estetykę gitarowego noise, ale także zawierających zwykłe, czyli niezwykłe piosenki.
Lee Ranaldo ma w swoim dorobku szereg solowych płyt, na których zaprezentował inspirowane twórczością The Residents prymitywistyczne, acz dopracowane technicznie utwory na instrumenty akustyczne. Nagrywał także z Zeeną Parkins i Williamem Hookerem - przedstawicielami eksperymentalnych nurtów będących fuzjami jazzu, rocka i awangardy.


Muzyka Grunge

Serwis Olympia
© Wszelkie prawa zastrzeżone. 2001 - 2009 Serwis Olympia - http://www.grunge-sound.com | partners