| |||||
Było tak - pewni niepozornie wyglądajacy panowie powołali do życia zespół "Kyuss", który w niedługim czasie zjednał sobie sporą grupkę fanów. "Kyuss" potrafił sięgnąć ręką wstecz i czerpać pełnymi garściami ze spuścizny psychodelicznego hard rocka, Hendrixa czy Black Sabbath.
I na tej bazie potrafił stworzyćnową jakość, muzykę współczesną ale jednak głęboko zakorzenioną w tradycji. Jednak był to tylko przyczynek do pewnej historii. Kiedy Kyuss żegnał się powoli ze światem krążkiem "...And The Circus Leaves The Town" stało się wiadomym, że muzycy raczej ze sceną nie wezmą rozbratu. Powoli rozpoczynał się następny rozdział... Kyuss przestał istnieć definitywnie w 1995 roku, zaś gitarzysta (i wokalista) tej formacji Josh Homme znalazł ciepłą przystań w zespole "Screaming Trees". W tej konfiguracji przypadł szczególnie do gustu wokaliście Markowi Laneganowi, który zresztą będzie się pojawiał też na płytach Queens Of The Stone Age - zespołu który powstał w zasadzie już w 1996 roku. O nierozerwalnych więzach między Kyuss a Queens... niech świadczy fakt, że jeszcze w 1997 roku ukazał się split na którym swoje nagrania przedstawiły obydwie grupy. Drugim członkiem, który jest mocno związany z Queens Of The Stone Age jest Nick Olivieri - basista i wokalista. Ten muzyk także nie mógł zagrzać jednego miejsca zbyt długo. Opuścił on nawet w pewnym momencie Kyuss by wypłynąć w San Francisco z punkowym zespołem The Dwarves. Mimo iż korzenie pozostały niemal identyczne, można powiedzieć, że Queens Of The Stone Age unowocześniła styl Kyuss, dodała mu szlifu, który uatrakcyjnił oblicze muzyki i dodał jej wręcz komercyjnego blasku. Na nagrania wszyscy musieli poczekać jeszcze do roku 1988, kiedy to ukazał się wreszcie właściwy debiut grupy, zatytułowany po prostu "Queen Of The Stone Age". Płyta, szczególnie w porównaniu z Kyuss, mogła robić wrażenie. To, co od razu zwracało uwagę, to zupełnie inna produkcja płyty. Dość suche brzmienie instrumentów, wyraźne proporcje, czyste dźwięki, które pozwalały uchwycić każdy niuans nowej muzyki. I już na tym krążku ujawnia się geniusz muzyki zespołu. Muzyki, która łączy w sobie wszystko co najlepsze w historii gitarowego rocka. Mamy tu i proste rockowe piosenki ("Regular John" czy "How To Handle A Rope"), psychodeliczne odjazdy ("If Only"), nawiązania do Led Zeppelin ("If Only", "You Would Know"). Pojawiają się eksperymenty realizacyjne, nawiązujące momentami wręcz do pierwszej płyty Jimiego Hendrixa ("You Can't Quit Me Baby"). Całość płyty robi wrażenie produkcji bardzo oszczędnej, w której każdy dźwięk jest wyważony, przemyślany. Widać, że wszystko, co dzieje się na tej płycie ma swój ukryty sens. Dzięki tej produkcji zespół mógł spokojnie zaistnieć na scenach i prezentować swoją muzykę. Ciekawe jest to, że płyta zdradza ogromny zasób wiedzy na temat klasycznego rocka, hard rocka, muzyki garażowej i takich artystów jak "Velvet Underground" czy "The Stoogles", "Black Sabbath" czy wspomnianych "Led Zeppelin". | Styl grupy okrzepł i wykrastylizował się na kolejnej płycie, wydanej w 2000 roku - "Rated R". Tak naprawdę jedyne, co nie podoba mi się w tej płycie to okładka. Jednak nie jest ważne opakowanie w sytuacji, kiedy muzyka jest wręcz na granicy geniuszu. Pozornie przesłuchanie tej płyty nie zdradza radykalnych zmian. Nadal mamy do czynienia z lekko "starymi" riffami, konkretnie bijącą sekcją i wokalem. Zmiany kryją się już w liniach wokalnych. Takie utwory jak "The Lost Art Of Keepinig A Secret" (ogromny hit rozgłośni alternatywnych i college'owych) posiadają zabójcze wręcz melodie, które powodują, że materiał nabiera niezwykłej przebojowości. Pojawiają się nowe instrumenty, np. wibrafon, który cudownie urozmaica muzykę, pianino... Płyta została nagrana w formie swoistego jamu. W zasadzie tylko Olivieri i Homme są obecni we wszystkich prawie nagraniach. Pojawia się mnóstwo gości - Mark Lanegan (Screaming Trees) w "Autopilot" i "I Think I Lost My Headache", czy - także ze Screaming Trees - perkusista Barret Martin ("Lightning Song"). Całość płyty robi znakomite wrażenie. Czy także najnowsze dzieło pustynnych nomadów zostanie zaliczone do klasyki - trudno stwierdzić. Choćby dlatego, że płyta "Songs For The Deaf" pojawiła się w sklepach całkiem niedawno. Znowu opakowana w taką sobie okładkę i znowu zawierająca muzyke w pewnym sensie magiczną. Znakomicie wyprodukowaną, brzmiącą soczyście i zostawiającą daleko w tyle suche, pustynne brzmienie. Jeśli miałbym wyróżnić jakiś element tej płyty to znów musiałbym powiedzieć - melodia. Tak. Tych piosenek słucha się z otwartą buzią. Praktycznie każdu utwór posiada charakterystyczny motyw, który pozwala zapamiętać piosenkę na dłużej. Zmieniły się też same kompozycje. Jest to chyba pierwsza płyta, która tak daleko odeszła od klimatów starego hard rocka (może jedynie "Millionaire" trochę nawiązuje do starszych czasów). Najwięcej tu nowoczesnych elementów tak w aranżacjach ("Song For The Dead") jak i sposobie grania muzyków. Ciekawostką jest fakt, iż na perkusji zagrał w tych utworach David Grohl, bębniarz Nirvany i lider zespołu Foo Fighters. I jest to mój cichy bohater tej płyty. Zagrał bowiem na perkusji wręcz finezyjnie... Miejmy nadzieję, że na tym nie zakończy się kariera tego magicznego zespołu, że jeszcze będzie nas mógł czymś zaskoczyć. Takich barwnych, otwartych na innowację a jednocześnie wiernych tradycji i własnym fascynacjom grup jest coraz mniej. Celowo nie użyłem w tym tekście wyświechtanego ostatnio określenia stoner rock, gdyż tak naprawdę do Queens Of The Stone Age to określenie pasuje chyba najmniej. Po co zresztą więzić zespoły w ciasnych ramach?
| ||||

I na tej bazie potrafił stworzyćnową jakość, muzykę współczesną ale jednak głęboko zakorzenioną w tradycji. Jednak był to tylko przyczynek do pewnej historii. Kiedy Kyuss żegnał się powoli ze światem krążkiem "...And The Circus Leaves The Town" stało się wiadomym, że muzycy raczej ze sceną nie wezmą rozbratu. Powoli rozpoczynał się następny rozdział... Kyuss przestał istnieć definitywnie w 1995 roku, zaś gitarzysta (i wokalista) tej formacji Josh Homme znalazł ciepłą przystań w zespole "Screaming Trees". W tej konfiguracji przypadł szczególnie do gustu wokaliście Markowi Laneganowi, który zresztą będzie się pojawiał też na płytach Queens Of The Stone Age - zespołu który powstał w zasadzie już w 1996 roku. O nierozerwalnych więzach między Kyuss a Queens... niech świadczy fakt, że jeszcze w 1997 roku ukazał się split na którym swoje nagrania przedstawiły obydwie grupy. Drugim członkiem, który jest mocno związany z Queens Of The Stone Age jest Nick Olivieri - basista i wokalista. Ten muzyk także nie mógł zagrzać jednego miejsca zbyt długo. Opuścił on nawet w pewnym momencie Kyuss by wypłynąć w San Francisco z punkowym zespołem The Dwarves. Mimo iż korzenie pozostały niemal identyczne, można powiedzieć, że Queens Of The Stone Age unowocześniła styl Kyuss, dodała mu szlifu, który uatrakcyjnił oblicze muzyki i dodał jej wręcz komercyjnego blasku. Na nagrania wszyscy musieli poczekać jeszcze do roku 1988, kiedy to ukazał się wreszcie właściwy debiut grupy, zatytułowany po prostu "Queen Of The Stone Age". Płyta, szczególnie w porównaniu z Kyuss, mogła robić wrażenie. To, co od razu zwracało uwagę, to zupełnie inna produkcja płyty. Dość suche brzmienie instrumentów, wyraźne proporcje, czyste dźwięki, które pozwalały uchwycić każdy niuans nowej muzyki. I już na tym krążku ujawnia się geniusz muzyki zespołu. Muzyki, która łączy w sobie wszystko co najlepsze w historii gitarowego rocka. Mamy tu i proste rockowe piosenki ("Regular John" czy "How To Handle A Rope"), psychodeliczne odjazdy ("If Only"), nawiązania do Led Zeppelin ("If Only", "You Would Know"). Pojawiają się eksperymenty realizacyjne, nawiązujące momentami wręcz do pierwszej płyty Jimiego Hendrixa ("You Can't Quit Me Baby"). Całość płyty robi wrażenie produkcji bardzo oszczędnej, w której każdy dźwięk jest wyważony, przemyślany. Widać, że wszystko, co dzieje się na tej płycie ma swój ukryty sens. Dzięki tej produkcji zespół mógł spokojnie zaistnieć na scenach i prezentować swoją muzykę. Ciekawe jest to, że płyta zdradza ogromny zasób wiedzy na temat klasycznego rocka, hard rocka, muzyki garażowej i takich artystów jak "Velvet Underground" czy "The Stoogles", "Black Sabbath" czy wspomnianych "Led Zeppelin".