Grunge SoundGrunge Sound

Grunge Music Zone

Pearl Jam | Nirvana | Alice in Chains | Foo Fighters | Green River | Hole | Mudhoney | Soundgarden | Temple of the Dog

Grunge Sound

Serwis Olympia
Artykuł - Muzyka z Seattle - Pearl Jam
Autor: Jeremy (Snake), kontakt: snake.fm@interia.pl
Dodane dnia 01-01-2004 przez hook
Wstecz
Jak zapewne zauważyliście w tytule, moją intencją jest napisanie serii artykułów o muzyce, która powstawała w amerykańskim mieściePearl Jam Seattle w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Może niektórzy obeznani w temacie będą zaskoczeni faktem, że zacząłem nie od niewątpliwie najbardziej znanego, grunge'owego zespołu, jakim jest Nirvana, tylko właśnie od Pearl Jam. Możecie mnie zabić, ale nie mogę się zdecydować, co postawiłbym na pierwszym miejscu - Pearl Jam czy Nirvanę. Wymiatający głos Cobaina kontra fenomenalny wokal Veddera. Zresztą to jest najmniej ważne, tekst o Nirvanie i tak kiedyś napiszę, więc nie ma sensu rozprawiać się, który z tych zespołów jest dla mnie ważniejszy.

Zanim zacznę opisywać karierę zespołu, zajmijmy się terminem grunge. Cóż to słowo znaczy? Tak naprawdę nikt nie wie. Nie wiadomo także, kto po raz pierwszy go użył i w jakim celu. Według mnie służy tylko do zaszufladkowania pewnej grupy zespołów kojarzonych z Nirvaną czy Pearl Jam. Jaki to rodzaj muzyki zatem? Cóż, jak to napisał kiedyś ktoś, jest to punk wymieszany z metalem. Trochę w tym racji, aczkolwiek patrząc głębiej słyszymy trochę Stonesów, trochę Led Zeppelin, a z drugiej strony Black Sabbath czy Guns N' Roses. Ja jednak uważam, że muzyka ta ma także bardzo dużo własnych cech, charakterystycznych tylko dla tego gatunku. Czym więc tak naprawdę jest grunge? Jak definiowałbym to jako "muzyka z Seattle" aczkolwiek niektórzy czuliby się oburzeni, twierdząc, że wiele zespołów grunge'owych wcale nie pochodzi ze stanu Washington. Tak czy inaczej, grunge jest niewątpliwie odmianą rocka i przy tym zostańmy.

Za największych twórców grunge obok Pearl Jam i Nirvany uważa się takie zespoły jak: Soundgarden, Alice in Chains, Monster Magnet czy Mudhoney. Prawda jest jednak taka, że to właśnie dzięki Nirvanie i ich płycie "Nevermind" o muzyce z Seattle usłyszał cały świat. Ludzie zaczęli masowo wykupywać płyty innych zespołów grunge' owych, a MTV czując wielką kasę skupiła się na tym rodzaju muzyki. Mimo, iż niektórzy sądzą, że grunge umarł śmiercią naturalną, ja uważam, że nadal żyje w umysłach młodych rockmanów. Każda muzyka ma swoje pięć minut, a grunge miał je na przełomie lat 80- 90. Teraz jest moda na wszelakie mieszanki hip- hopu czy czegoś podobnego z metalem i rockiem (co nie bardzo przypada mi do gustu tak na marginesie), ale ja mam nadzieję, że muzyka metalowa i grunge' owa powróci do lat swych świetności. Ale zrobił mi się z tego artykuł o grunge, a nie o Pearl Jamie (pozwolicie, że będę używał wszelkiego typu przekształceń niezgodnych z wymową), więc czym prędzej przechodzę do sedna sprawy.

Na samym początku chciałbym zaznaczyć, że zajmę się tylko historią od początku Pearl Jam, pomijając poprzednie projekty i skupię się raczej na opisaniu płyt, a nie na szczegółowych biografiach członków. Opiszę może tylko skrótowo historię Eddiego Veddera.

Eddie Vedder jest wokalistą PJ a zarazem najbardziej znanym żyjącym przedstawicielem muzyki grunge (przynajmniej w moim mniemaniu). Jego pierwsze poważne zetknięcie się z zalążkiem Pearl Jamu było wtedy, gdy jego znajomy, były perkusista Red Hot Chili Peppers, Jack Irons wręczył mu kasetę demo swoich kumpli z Seattle. Vedder dosłownie oniemiał z wrażenia i odesłał do Seattle kasetę z własnymi nagraniami. Oczywiście gdy przesłuchali go dzisiejsi członkowie Pearl Jam, Jeff Ament i Stone Gossard od razu postanowili zaprosić Veddera do studia. Na początku występowali razem (czyli Eddie Vedder- wokal, Jeff Ament- bass, StoneGossard- gitarzysta, Mike Mc' Cready- gitarzysta, Dave Krusen- perkusista) pod różnymi nazwami, aż w końcu postanowili, ze będą się nazywać PEARL JAM. Nazwa ta pochodzi od dżemu, który wg starej receptury robiła prababka Eddiego. Pearl Jam czyli dżem prababci Pearl.

Pierwszy album tej formacji nosi tytuł "Ten", a wydany został w sierpniu 1991 roku. I choć zdobył wielkie uznanie w kręgu znawców, prawdziwą karierę zrobił dopiero rok później, a to za sprawą wydania przez Nirvanę "Nevermind", płyty, którą zna każdy szanujący się miłośnik muzyki rockowej. Krok milowy w tym gatunku, a dla innych wspaniała okazja do reklamy. Mimo, iż Pearl Jam specjalnie nie chwalili się swym albumem, utwory "Alive" i "Jeremy" pochodzące z albumu trafiły na pierwsze miejsca list billboardu, bijąc nawet czasami "Smells like teen spirit" Nirvany! Oprócz tego tuż po wydaniu "Tena" grupę opuścił perkusista Dave Krusen, a na jego miejsce przyszedł Dave Abbruzzese grający wcześniej w mało znanej funkowej formacji Dr. Tongue. W tym czasie Jeff Ament zaprojektował logo zespołu, tzw. stick-figure przedstawiające figurkę ludzika z podniesionymi do góry rękoma. Jako że Ament był z zamiłowania grafikiem tworzył później okładki i plakaty Pearl Jamu. Jeszcze jednym smutnym faktem było oświadczenie Cobaina, że Pearl Jam się sprzedał, po tym jak "Ten" osiągał sukces porównywalny do "Nevermind" Nirvany. To dało początek niezbyt przyjemnemu zwalczaniu się obu tych grup. Dlatego mówi się teraz, że Vedder i Cobain niezbyt się lubili. Tak naprawdę zawiniła też MTV, która widząc smakowity kąsek zaczęła na okrągło puszczać "Alive", "Even Flow" i "Smells Like Teen Spirit", wywołując opinie, że oba zespoły zżarła komercja.

Pearl Jam w tym okresie koncertował między innymi z Red Hot Chili Peppers i legendarnymi The Doors. Członkowie zespołu zaczęli także bawić się w projekty poboczne. Eddie zaśpiewał w dwóch piosenkach Bad Religion z płyty "Recipe for Hate" (mnie osobiście zespół ten nie przypadł do gustu), a mianowicie "American Jesus" i "Watch It Die". Ponadto Pearl Jam nagrał wraz z Cypres Hill piosenkę "The Real Thing", a Ament I Mc' Cready zagrali wraz z członkami Soundgarden. Jednak największym projektem pobocznym było utworzenie przez Stone'a Gossarda i jego dawnych kumpli zespołu Brad pod tytułem i wydaniu płyty pt. "Shame". Nie będę się nad nią dłużej rozwodził, ponieważ niestety nie miałem z nią nigdy styczności. Zaznaczę tylko, że później ukazały się jeszcze dwie inne płyty kapeli, a więc można powiedzieć, że Gossard odwalił kawał dobrej roboty, obalając tezę, że takie odskoki od zespołu nie mogą przetrwać długo.

Podsumowując, "Ten", mimo iż był debiutem Pearl Jamu na scenie grunge, sprzedał się w milionach egzemplarzy i długo nie schodził ze szczytów list przebojów. A w mojej prywatnej opinii album ten po prostu rządzi i lubię go najbardziej.

Po długich trasach koncertowych i wspominanych projektach dodatkowych Vedder i reszta zespołu weszli do studia, by nagrać nową płytę. I tak 17 października 1993 ukazał się "Vs." Czyli "Versus". Początkowo płyta miała się nazywać "Pearl Jam", ale zmieniono ją ostatecznie właśnie na 'Versus". Jej premierę przesunięto o dwa miesiące, ponieważ na rynek wyszła "In Utero" Nirvany i w obawie przed słabą sprzedażą podjęto ten właśnie krok. Czym charakteryzuje się druga płyta Pearl Jamu? Moim zdaniem utwory ( a jest ich 12) są bardziej hardcorowe, mają jakby większą moc. Może coś bliższego metalowi... Tak czy inaczej, "Vs.", mimo iż nie był promowany żadnym teledyskiem ani singlem sprzedał się wręcz wyśmienicie. Ponad milion egzemplarzy w ciągu tygodnia mówią same za siebie. Lecz nie cyferki są najważniejsze, najważniejsza jest zawartość albumu. A ta jak zwykle imponuje: mój ulubiony "Rearview mirror" czy "Daughter" są po prostu świetne. Zdaję sobie sprawę jak trudno jest opisać kawałki muzyczne komuś, kto nigdy ich nie słuchał i dlatego powiem jedno- jest to druga płyta Pearl Jamu, którą mieć musisz. Na trasach koncertowych promujących ten album wystąpili między innymi z U2, Neilem Youngiem, Butthole Surfers czy Mudhoney.

Kryzysem w zespole jak i w całym światku muzycznym była niewątpliwie śmierć Kurta Cobaina, który strzelił sobie w głowę 5 kwietnia 1994 roku (bardzo przygnębiająca data). Vedder chodził przygnębiony, mimo iż miał na pieńku z Cobainem.

Z rokiem 1994 kojarzy się też inny niemiły fakt w historii zespołu. Otóż popadł on w spór z amerykańską agencja Ticketmaster, zajmującą się sprzedażą biletów na koncerty. Według członków Pearl Jam firma ta pobierała za wysokie prowizje zawyżając sztucznie ceny biletów. Niefortunnie dla fanów, Pearl Jam musiał odwołać wszystkie koncerty do końca roku, a konflikt z Ticketmaster trwał jeszcze wiele lat.

Kolejnym problemem był już sam Vedder. Zaczął pić do tego stopnia, że znajdowano go nieprzytomnego. Dopiero jego dziewczyna, Beth Liebling wyrwała go od nałogu. Wkrótce potem wzięli ślub, ale to już jego prywatne życie i nie będę wnikał:). I znowu podsumowanie. Po pierwsze zwierzę przedstawione na okładce płyty "Vs." to owca. Tak owca, nie wielbłąd albo jak powiedział jeden z moich kolegów- pies!? Po drugie jest to druga moja ulubiona płyta Pearl Jamu. Czyli znowu - musisz to mieć.

Następna płyta PJ to kolejny rok oczekiwań i kolejna fala dobrej muzyki. Płyta "Vitalogy" wydana na początku tylko na winylu, a dopiero na początku grudnia w wersji kompaktowej niesie ze sobą 13 świetnych piosenek, innych jednak od tych z dwóch poprzednich płyt. Utwory na "Vitalogy" są jakby bardziej przemyślane, pozbawione nieładu i efektu swobody. Na uwagę zasługują przede wszystkim "Betterman", "Nothing Man" oraz "Not for you". Płyta zawiera dużo utworów spokojnych, ale znajdziemy tam także piosenki dość... głupie. Nie chodzi o to, czy mi się podobają, ale o sposób, w jaki są grane. Zresztą musielibyście usłyszeć to sami. Mnie podoba się okładka "Vitalogy", zrobiona w formie księgi z wytłoczonym złotymi literami napisem Vitalogy. Jeżeli ktoś widział pudełko od Baldur's Gate II to będzie wiedział o co chodzi. Dodam jeszcze, że do tej płyty nie nagrano żadnego teledysku ani nie wydano żadnego singla (podobnie jak przy "Versusie"). Oczywiście i bez tych zabiegów "Vitalogy" trafia na szczyty list sprzedaży w USA i sprzedaje się w ponad siedmiu milionach egzemplarzy.

Z rokiem 1994 wiąże się też fakt, iż z grupy odchodzi bębniarz Dave Abbruzzese. Jak sam twierdził, został po prostu z zespołu wyrzucony. Tak czy inaczej wolne miejsce przy perkusji Pearl Jam okazało się świetnym tematem do plotek. Mówiono o wielu perkusistach, w tym o samym Dave'ie Grohlu z Nirvany, ale ostatecznie posadę tą objął odkryty przez Eddiego Jack Irons.

Przerwa w działalności Pearl Jamu wykorzystana została przez członków zespołu do "muzykowania na boku". A więc Eddie Vedder wraz z "Davem Grohlem i Chrisem Novoselikiem z Nirvany stworzył utwór "Against The Seventies". Tymczasem Mike Mc' Cready utworzył wraz z Laynem Stanleyem z Alice In Chains formację Mad Season. Nie słuchałem, więc nie wnikam:).

Jednak najważniejszym projektem pobocznym w historii Pearl Jam było nagranie płyty wraz z legendarnym muzykiem Neilem Youngiem. Jej tytuł to "Mirror Ball". Słyszałem to kiedyś na MTV 2 i muszę przyznać, że wykonali kawał dobrej roboty grając razem. To był rok 1995, tymczasem w lutym 1996 Pearl Jam odebrał swoją pierwszą nagrodę Grammy za utwór "Spin the black circle" (oczywiście w kategorii Best Hard Rock Performance).

Tymczasem Jeff Ament zajął się projektem o nazwie "Three fish". Nagrał wraz z kumplami płytę o mało oryginalnej nazwie "Three fish". Kiedyś słuchałem jednego utworu z tej płyty, ale podobał mi się dość średnio.

Lipiec 1996 to czas ukazania się czwartej, upragnionej przez wszystkich płyty o tytule "No Code". Już na początku okazało się to dzieło dość niezwykłe, ponieważ okładka kasety wydana została w dziewięciu różnych wersjach (z odmiennymi zdjęciami na przedniej stronie), a wersja kompaktowa doczekała się czterech różnych wersji. Ponadto w każdej z nich znalazły się różne zdjęcia wykonane przez członków Pearl Jam. A co z samą muzyką? No cóż, jak już napisałem, płyta jest trochę odmienna. Dla jednych jest to dzieło sztuki, dla innych to zwykły przeciętniak. Ja uplasowałbym się gdzieś pośrodku, bo dla mnie ta płyta jest dziwna. Prawie całą kasetę wypełniają utwory spokojne, trochę nawet smutne.

Płyta sprzedała się dość słabo, a to ze względu na brak jakiejkolwiek promocji (poza trzema singlami nie popartymi ani jednym teledyskiem).

Po wydaniu "No Code" Pearl Jam rozpoczął trasę koncertową po Europie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jednym z krajów, które gościły u siebie zespół miała być... POLSKA. 1 listopada (dość niefortunny dzień jak na koncert) na warszawskim Torwarze Pearl Jam po raz pierwszy wystąpił w naszym kraju. Jako, że wtedy jeszcze byłem mały i zaczynałem dopiero edukację muzyczną (oczywiście jeżeli chodzi o rock i metal) o koncercie nic nie wiedziałem,a tym bardziej nie byłem.

Następna płyta to rok 1998. "Yield", bo tak też się ona zwie to 13 utworów w całkiem nowej aranżacji. Nie, może źle powiedziałem. Pearl JamTo coś nowego, ale jednocześnie powrót do czasów "Tena". Inny proces tworzenia płyty (członkowie zespołu przynosili już do studia gotowe kawałki, a dopiero potem je przerabiano i udoskonalano. Zmieniły się też metody promocji, a może raczej pojawiła się promocja w postaci wielu wywiadów, trasy koncertowej, singli itp. Z pewnością ta nagła zmiana strategii była spowodowana niską sprzedażą poprzedniej płyty. Tak naprawdę nie mam ulubionej piosenki z "Yielda", mogę jednak powiedzieć, że podobają mi się prawie wszystkie. Co więcej, muszę powiedzieć, że to moja ulubiona po "Tenie" I "Versusie" płyta grupy.

I wreszcie najbliższa nam przeszłość, czyli rok 1999. Kolejna zmiana perkusisty, lecz tym razem miejsce Jacka Ironsa zajął ceniony w branży bębniarz z Soundgarden- Matt Cameron.

I kolejna płyta. Jak na razie najnowsza. "Binaural" się zwie, a zawiera 11 utworów podobnych w sumie do tych z "Yielda". Rzeczą normalną była już ogromna sprzedaż tej płyty, zresztą nie dziwię się, bo połowa kupował ją w ciemno, wiedząc, że i tak będzie wspaniała. I rzeczywiście jest, może nie tak jak dwie pierwsze, ale ma jednak to "coś". W piosenkach "Light Years", "Sleight of Hand" czy "Rival" widać, że upływ lat nie gra roli dla tego zespołu i nadal tworzy tą samą, fenomenalną muzykę co 10 lat temu ( bo w tym roku Pearl Jam obchodzi właśnie dziesiąte urodziny).

Kolejny wielki dzień, a raczej dwa dni to 15 i 16 czerwca 2000 roku. Pearl Jam po raz drugi występuje w Polsce, a mnie nie ma na koncercie. Odbył się on w Spodku, a że do Katowic mam jakieś 20 minut autobusem, powinienem tam być. No więc czemu mnie nie było? Jak głosi stare przysłowie, "jeżeli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze". Tak, bilet był drogi (choć adekwatny do wartości zespołu) a ja nie miałem wtedy kasy. Cóż, mówi się trudno. Posiadam za to płytę z tego koncertu wydaną oficjalnie przez członków zespołu. Takie operacje odbywały się po każdym koncercie w Europie, a miał to być cios w wydawców bootlegów, które zazwyczaj kosztują bardzo dużo i są cholernie źle nagrane.

Niestety 15 dni później wydarzyła się tragedia. Na jednym z koncertów Pearl Jam w Roskilde w Danii stratowano na śmierć 8 osób. Później Vedder przedstawił oficjalne oświadczenie zespołu komentujące to wydarzenie, w którym pisał o współczuciu dla ofiar wypadku.

Nowa płytka Pearl Jamu zapowiadana na wakacje 2001 nie ukazała się niestety do tej pory (a mamy 31 października 2001r.). Cóż, pozostaje nam jedynie cierpliwe czekanie, choć niedawno dostałem wiadomość, że na nową płytę nie mamy co liczyć przed wiosną 2002. Kurde!!

Na sam koniec chciałbym się pochwalić, że ostatnio dostałem też nowe płytki Pearl Jamu, mianowicie zarejestrowany w 1994 roku w stacji MTV Unplugged oraz Live' USA. Ponadto kupiłem bluzę (oczywiście PJ) w Katowicach (jest miodzio, szukajcie po sklepach, bo naprawdę można znaleźć prawdziwe perełki). A tak na marginesie to pisząc ten tekst słuchałem zgadnijcie kogo:)?

Pearl Jam będzie dla mnie zawsze nr jeden (obok Metalliki i Nirvany) i dlatego gorąco zachęcam do poznania tego moim zdaniem najbardziej "znanego nieznanego" zespołu grunge w Polsce. Niech żyje legenda!!!

Jeremy    



Wszelakie uwagi, skargi i niezadowolenia proszę kierować pod adres [ snake.fm@interia.pl ]
Dziękuję :)))))))))))

Przy pisaniu tego tekstu wykorzystywałem archiwalne numery magazynów "Metal Hammer" oraz "Tylko Rock".




Grunge Sound

Serwis Olympia
© All Rights Reserved. 2001 - 2013 Serwis Olympia http://www.grunge-sound.com | partners