Grunge SoundGrunge Sound

Centrum Muzyki Grunge

Pearl Jam | Nirvana | Alice in Chains | Foo Fighters | Green River | Hole | Mudhoney | Soundgarden | Temple of the Dog

Muzyka Grunge

Serwis Olympia
Artykuł - Samotnik w Mieście Aniołów
Autor: Robert Sankowski, tekst ukazał się w Tylko Rock, kwiecień 1993
Dodane dnia 01-01-2004 przez hook
Wstecz
Gdy miałem dwanaście lat, chciałem być gwiazdą rocka, to było moje marzenie, ale uświadomiłem sobie, że to zupełna głupota, zanim jeszcze stało się prawdą.

Kurt Cobain

Marzenia małych chłopców niekiedy się spełniają. Nirvana bez wątpienia była jedną z największych gwiazd 1992 roku. I w ten sposób Kurt Cobain zyskał okazję, aby się przekonać, że bycie idolem milionów nie jest tylko i wyłącznie głupotą. Czasem może stać się udręką:
"Wciąż docierają do mnie jakieś nowe plotki dotyczące mojej osoby. Mam tego już dokładnie dość. Jeżeli mam ochotę brać narkotyki, to jest to moja sprawa. A jeśli ich nie biorę, to także wyłącznie moja decyzja".
Brzmi to dość stereotypowo - grupa, która nagle znalazła się na szczycie list przebojów, nie była na to dostatecznie przygotowana. Razem z popularnością przyszło zwątpienie, niepewność, rozczarowanie. Wokalista Nirvany rzeczywiście chętnie opowiada o cieniach przemysłu rozrywkowego, o panujących w nim układach. Podobno jego zespół zmuszony został do występu na uroczystości wręczenia nagród MTV. W razie odmowy groził mu bojkot ze strony tej stacji. Twierdzi także, że stracił zupełnie kontrolę nad tym, co się stało. I że został kompletnie wykorzystany.
A jednak, mimo wszystko, Kurt nie popada w schemat narzekającej, sfrustrowanej gwiazdy. Dobrze potrafi ocenić swoją sytuację. I wie, że tak naprawdę to on sam do niej doprowadził:
"Pozwoliłem pod koniec, żeby płyta została wyprodukowana nieco łagodniej, nieco bardziej komercyjnie, niż tego chciałem. Nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Chyba z powodu cholernego zmęczenia ciągłym słuchaniem tych samych piosenek po kilka razy. A może chciałem zobaczyć jak daleko możemy się posunąć, jak bardzo popularni możemy się stać? Bo wiedziałem, że staniemy się popularni. Nie przewidziałem jedynie, że zajdzie to aż tak daleko".
Ta zupełnie nowa sytuacja oznaczała dla Cobaina przede wszystkim szereg wyzwań. Zachować niezależność, uratować swoją prywatność, a przede wszystkim jednoznacznie ustosunkować się do odniesionego sukcesu. Czy sukces jest czymś złym? Zależy, jakiego rodzaju sukces. Sukces w ogóle? Sukces finansowy? Popularność w zespole rockowym?
"Dla większości ludzi oznacza to wielką popularność, mnóstwo sprzedanych płyt i kupę zarobionej forsy. I jeszcze to, że stajesz się osobą publiczną. Ja uważam, że osiągnąłem sukces, ponieważ do tej pory nie poszedłem na żaden kompromis. Ale to tylko sukces artystyczny. Co do innych rzeczy, to realizuję utarty schemat".
W tym schemacie mieści się także wspomniane przez Kurta bycie osobą publiczną. Uciekając przed nagłą popularnością, Cobain razem z rodziną przeprowadził się do Los Angeles.
Wprawdzie i tutaj ludzie rozpoznają go na ulicy, jednak nie jest to już tak uciążliwe. Nikt już nie wytyka go palcami, nikt nie próbuje na siłę nawiązać z nim znajomości. W końcu w tym mieście na co dzień można spotkać kogoś o wiele sławniejszego niż lider popularnego zespołu rockowego. Mimo to Cobain i tu nie odnalazł utraconej równowagi i normalności.

"Zawsze uważałem się za outsidera. Był taki czas w szkole średniej, że przez dwa lata nie miałem żadnych przyjaciół. Siedziałem tylko w swoim pokoju i grałem na gitarze. Niewiele zmieniło się nawet wówczas, gdy założyłem zespół. Do dziś podtrzymuję jedynie te przyjaźnie, które zawarłem wiele lat temu. A mieszkanie w Los Angeles uczyniło mnie odludkiem już na dobre. Wcale nie lubię tego miasta. Nie ma w nim nic do roboty. Nie ma sensu wychodzić z domu i próbować nawiązać jakieś znajomości, jeśli nie masz przynajmniej kilku tatuaży".
Rzeczywiście towarzystwo z Los Angeles nie wydaje się zbytnio pasować do przybysza z Seattle. Wprawdzie próbował zaprzyjaźnić się z nim sam Axl Rose. Ale wokalista Guns n' Roses i Kurt razem? To raczej dziwny obrazek. Śmieje się z tego sam Cobain.
"O tak, wsiadalibyśmy na Harleye i rozbijalibyśmy się razem po Sunset Strip. To zawsze było moim marzeniem!
Na nic zdały się także namowy na wspólne występy. Taka postawa nie zjednała mu wiele sympatii. Na jednym z koncertów swego zespołu Axl powiedział do publiczności:
"Nirvana uważa się za coś lepszego od nas. Kurt Cobain, zamiast być tu z nami, wolał zostać w domu i siedzieć z tą swoją szpetną suką".
Ta "szpetna suka" to oczywiście żona Kurta, kontrowersyjna Courtney Love. I trzeba przyznać, że spora część zeszłorocznego szumu wokół Nirvany była przede wszystkim jej zasługą. A to prasa robiła z Love nową Yoko Ono, która nieuchronnie doprowadzi zespół do rozpadu, a to znów porównywano ją do Nanry Spungen (tej od Syda Viciousa). Gazety zamieszczały zdjęcia roznegliżowanej Courtney w zaawansowanej ciąży. Pisano także o jej uzależnieniu od narkotyków. W końcu ktoś zasugerował, że naiwny i, hm, niezbyt błyskotliwy Kurt jest tylko narzędziem w ręku cynicznej i wyrachowanej żony. Niezła lista...
Gdy czyta się wywiady, w których biorą udział oboje, rzeczywiście Cobain wydaje się być przytłoczony osobowością Love. Rozmawiająca z dziennikarzami Courtney jest w swoim żywiole. Przerywa innym, podnosi głos, krzyczy, urywa w pół zdania... Jest gotowa dyskutować na każdy temat. Wygłasza kontrowersyjne tyrady o seksizmie, niezależności, wielkich wytwórniach płytowych, swojej grupie Hole, feministkach, muzyce rockowej i polityce. Mimo to Kurt rozbrajająco szczerze potrafi wyznać, jak dużo zawdzięcza swojej żonie. Nie jestem już tak neurotyczny, jak dawniej. Zawsze czułem, że jestem sam. Nawet wtedy, gdy już byłem w zespole, w którym przecież pracuje mi się naprawdę dobrze. Teraz znalazłem kogoś, kto jest mi bardzo bliski, kto naprawdę interesuje się tym, co robię. Courtney pomogła mi zdać sobie sprawę z tego, że zespół nie jest mi niezbędny do życia. A że w wywiadach wypada przy niej nieco blado? Gdy ktoś przeprowadza ze mną wywiad, po prostu automatycznie zamykam się w sobie. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale tak już się dzieje. Nie chcę, żeby ludzie wiedzieli, co myślę, co czuję. Jeśli nie potrafią tego odczytać z mojej muzyki, ich strata.
Kurt Cobain boi się popaść w schemat rockowej gwiazdy. Lecz mu to raczej nie grozi. Najwyraźniej woli bardziej prozaiczny stereotyp ojca rodziny. Oprócz żony w jego wywiadach wiele miejsca zajmuje urodzona w sierpniu córeczka Frances Bean. Przyznaje, że to przede wszystkim z jej powodu cieszą go pieniądze zarobione na multiplatynowej płycie Nevermind. Stanowią pewien rodzaj zabezpieczenia. Wiem, że zapewnię memu dziecku to, co najlepsze. Wygląda więc na to, że Kurt znalazł dla siebie rolę, która naprawdę mu odpowiada. Czy jednak na pewno? Gdy jego żona była w ciąży, Cobain zajmował się malowaniem wizerunków bezgłowych dzieci. Dziś ich mieszkanie w Los Angeles pełne jest obrazów lalek i aniołów.
I to chyba musi coś znaczyć.


Muzyka Grunge

Serwis Olympia
© Wszelkie prawa zastrzeżone. 2001 - 2009 Serwis Olympia - http://www.grunge-sound.com | partners