| |||||
| Niedawno zauważyłem na murze napis Nirvana. Przysiągłbym, że jeszcze tydzień wcześniej go nie było. Zastanowiło mnie to: zespół nie istnieje od prawie pięciu lat, a młodzi ludzie - jak widać - nadal fascynują się jego muzyką. Podobnie jest z The Beatles, The Doors, grupami - milowymi krokami w dziejach muzyki rockowej. 16 maja 1965 roku w Kaliforni rodzi się Krist Anthony Novoselic, 20 lutego 1967 roku w Aberdeen - Kurt Donald Cobain... Tak zaczynają się życiorysy muzyków, tworzących jeden z najsławniejszych zespołów muzyki rockowej. Tak zaczyna się historia "Nirvany". Oczywiście od momentu urodzin członków grupy, do chwili, kiedy zasiedli przy instrumentach, minęło trochę czasu. Chłopcy spotykają się w 1979 roku - rodzice Krista przeprowadzają się do Aberdeen, gdzie mieszka Kurt. Wiele tych dwóch chłopaków łączy: dorastają w rodzinach robotniczych, mają za sobą jedynie szkołę średnią. Już wtedy przerażały ich bezbarwność i beznadziejność małych amerykańskich miasteczek, takich jak Aberdeen. To, co wtedy przeżywali, w znaczący sposób rzutowało na ich późniejszą twórczość. Jesienią roku 1985 zakładają zespół. Nie jest to jeszcze "Nirvana", muzycy używają innych nazw. Cobain siada przy bębnach, Novoselic bierze gitarę. Do grania na basie zapraszają Steva Newmana. Niestety, już wkrótce Newman, w efekcie wypadku traci palce. Koniec kariery młodego muzyka, zespół zawiesza działalność. Odradza się w grudniu - Kurt, Krist i Aaron Burckhard zakładają "Nirvanę". Miesiąc później nagrywają kasetę demo. Muzyka podoba się firmie Sub-Pop, która proponuje wydanie singla. Ukazuje się on pod koniec roku. Wkrótce muzycy nagrywają premierowy album - ostre hardcore'owe granie. Rozlatującym się samochodem podróżują po Stanach w ramach pierwszej trasy koncertowej. Powoli zdobywają fanów i publiczność. Bardzo powoli; na jeden z koncertów po prostu nikt nie przyszedł. Demolka obowiązkowa
Na przełomie maja i czerwca 1991 roku "Nirvana" nagrywa album "Nevermind". Płyta odnosi niebywały sukces, rozchodzi się w nakładzie ponad 9 mln egzemplarzy. Od tego momentu zaczyna się światowa sława zespołu - festiwalowa trasa koncertowa po Europie oraz USA. Album "Nevermind" zdobywa miano złotej płyty. "Nirvanomania" ogarnia wtedy całe Stany. MTV gra "Smells Like Teen Spirit" niemal bez przerwy. Zespół pojawia się na koncertach z "Red Hot Chili Peppers" i "Pearl Jam". 11 stycznia 1992 "Nevermind" trafia na 1 miejsce BilIboard Album Chart. Tego samego dnia zespół bierze udział w programie telewizyjnym "Saturday Night Live": Na oczach widzów demolują instrumenty oraz sprzęt nagłaśniający. Wtedy to jeszcze szokuje. Później fani przyzwyczają się, że ich koncerty nie mogą się obejść bez demolowania. | Grupa, która od początku istnienia przywiązana była do muzyki młodzieżowej lat 60., zmieniła swój styl. Specjaliści określają, że "złagodzili ekspresję wykonania". Rzeczywiście, utwory stały się bardzo melodyjne, niemal wpadające w ucho. "Nevermind" nie pasuje do hardcore'owej, czy nawet metalowej atmosfery, jaką zespół tworzył wokół siebie. Wszystko jest ładniejsze, łagodniejsze, spokojniejsze. Nie można tego powiedzieć o muzykach i ich zachowaniu. Wy - czytelnicy "Victora" - nie możecie tego pamiętać, ale kiedy wspominamy historię "Nirvany", przypomina nam ona historię innej kapeli - "The Doors". Oni także gorszyli, obrażali, szokowali i bulwersowali.Muzycy "Nirvany" odmawiają wywiadów. Twierdzą, że nie mają niczego ciekawego do powiedzenia. Szokują strojem, zachowaniem. Bulwersują także tekstami Cobaina. Czasem chaotycznymi, osobistymi, nawiązującymi do młodości spędzonej na wiecznej tułaczce i do męczącej go popularności. Tekstami buntowniczymi, piętnującymi nienawiść rasową, poniżanie kobiet i drobnomieszczańskie zwyczaje Amerykanów. 9 kwietnia 1993 roku "Nirvana" gra koncerty w San Francisco's Cow Palace, dedykowane ofiarom konfliktu w Bośni i Hercegowinie. 29 lutego 1994 to dzień ostatniego występu "Nirvany" na żywo. Spełniona groźba
Kurt Cobain wielokrotnie straszył i mówił o próbach samobójczych. Artysta napisał nawet piosenkę "I Hate Myself And Want To Die" (Nienawidzę siebie i chcę umrzeć). Wszyscy z jego otoczenia przyzwyczaili się do opowieści i nie wierzyli mu. Jednak...
| ||||



Grupa, która od początku istnienia przywiązana była do muzyki młodzieżowej lat 60., zmieniła swój styl. Specjaliści określają, że "złagodzili ekspresję wykonania". Rzeczywiście, utwory stały się bardzo melodyjne, niemal wpadające w ucho. "Nevermind" nie pasuje do hardcore'owej, czy nawet metalowej atmosfery, jaką zespół tworzył wokół siebie. Wszystko jest ładniejsze, łagodniejsze, spokojniejsze. Nie można tego powiedzieć o muzykach i ich zachowaniu. Wy - czytelnicy "Victora" - nie możecie tego pamiętać, ale kiedy wspominamy historię "Nirvany", przypomina nam ona historię innej kapeli - "The Doors". Oni także gorszyli, obrażali, szokowali i bulwersowali.