| |||||
8 kwietnia 1994 roku elektryk, który dokonywał napraw na terenie posesji należącej do Kurta Cobaina, natknął się na ciało niezidentyfikowanego mężczyzny. Chwilę później agencje informacyjne całego świata zaczęły przekazywać wiadomość o śmierci lidera Nirvany. To było dokładnie pięć lat temu. Pięć lat! Na pozór to tak niewiele. Zupełnie, jakby to było wczoraj. Z drugiej strony jednak od tamtego dnia dzieli nas cała epoka. Nie ma już sceny z Seattle. Nie ma już grunge'u. Przeminęło jeszcze kilka innych muzycznych trendów. Muzyka Nirvany jednak została. W ogłoszonym niedawno przez miesięcznik "Q", plebiscycie czytelnicy uznali piosenkę Smells Like Teen Spirit za najważniejszy utwór w całej historii muzyki rockowej. Tak oceniają tę grupę Brytyjczycy. My proponujemy coś innego. Zobaczymy, co o Cobainie, jego zespole i jego piosenkach mówią polscy muzycy.Nirvana przywróciła wiarę w siłę rocka. W siłę gitary. To największa zasługa Cobaina. Od niego zaczął się powrót do gitarowego grania. Nirvana natchnęła mnie wielkim optymizmem na lata dziewięćdziesiąte. Optymizmem, którego już teraz nie podzielam. Wydawało mi się, że ta dekada zacznie się i skończy z taką samą energią. Gdy po raz pierwszy usłyszałem Smells Like Teen Spirit, wiedziałem, że ta grupa od razu wchodzi tą piosenką do klasyki rock'n'rolla. Energia, która jest w tym kawałku, bardzo mocno na mnie podziałała. Co jakiś czas pojawiają się takie grupy, które działają niczym katapulty. Grupy, które jednym czy dwoma albumami wchodzą do historii i zmieniają muzykę. Tak samo, jak co jakiś czas pojawia się facet, który z marszu dołącza do galerii rockowych straceńców. Cobain miał to gdzieś zapisane. Widać było, że tak się stanie. Na pewno Kurt trafił dobrze w pewne zapotrzebowanie. Chłopak był interesujący, niebrzydki, pokręcony. Dziewczyny na niego reagowały. Moda na takich szaleńców jest zawsze. Ale oprócz tego facet był wrażliwy i z pewnością zagubiony. Zdecydowanie nadawał się na bohatera pokolenia. Jego śmierć tylko dodała tu pikanterii. Coś w nim było. W końcu nie byłem już nastolatkiem, ale gdy usłyszałem jego piosenki, poczułem ten sam dreszczyk, którego dostałem przy pierwszych utworach T.Rexów, Pistolsów czy Clashów... Muniek Staszczyk Muzyka Kurta jest dla mnie wciąż tak samo piękna i przejmująca. Przez te pięć lat nic się nie zmieniło, bo Nirvana to zjawisko ponadczasowe. Ten zespół bez wątpienia był najwybitniejszym przedstawicielem nurtu Seattle. To przecież jego sukces wypromował inne grupy, które na pewno też były bardzo ważne. Ale w Nirvanie był jakiś pierwiastek geniuszu. I to ją wyróżnia. Cobain przekazywał zagubienie i nadwrażliwość wielu młodych ludzi, którzy dziś szukają swojej drogi. Wyrażał własne frustracje i fobie, które były także udziałem milionów jego fanów. Umiał o nich genialnie mówić. Miał dar. Na pewno zdawał sobie sprawę z tego, żę jest człowiekiem słabym i ułomnym. Dlatego nie chciał być postrzegany jako wzór do naśladowania. Na pewno nie pretendował do roli proroka czy guru. To było widać w jego postępowaniu, w jego wypowiedziach. Starał się zburzyć ten obraz gwiazdy, który wykreowały media. Często powtarzał, że jest wypalony, że jego życie jest puste. Jednak on szukał rzeczy dużo głębszych. Mam taką teorię, że szukał miłości, której nie może dać żaden człowiek. Którą może dać wyłącznie Bóg. Ale to tylko moja teoria. W Polsce Nirvana nie była szczególnie poważana. Bardziej liczyło się Pearl Jam. Dopiero po śmierci Kurta coś się zmieniło. Rodzi się pytanie, czy to tylko efekt jego samobójstwa, które włączyło go do "panteonu" gwiazd z Morrisonem, Hendrixem i Joplin na czele, czy coś więcej. Często zadaję sobie to pytanie, czy ludzie rzeczywiście dostrzegli jego geniusz, czy też ta popularność to coś powierzchownego... Darek Malejonek | Nirvana powoli przemienia się dla mnie w pewien symbol. Podobnie jak Beatelsi czy Doorsi są symbolami lat sześćdziesiątych, tak samo Nirvana jest dla mnie symbolem lat dziewięćdziesiątych. Staje się legendą. Dlatego zupełnie nieistotne są dla mnie dalsze losy Grohla i Novoselica. Natomiast sama Nirvana wciąż pozostaje ważnym etapem w moim życiu. Ten zespół i to, co się po nim wydarzyło, to wszystko było maksymalnym zaskoczeniem. Myślę, że dla całego świata. Grunge, ta muzyka, postawy prezentowane przez tych facetów, dały ludziom naprawdę niezłego kopa. To, co grali, co mówili o świecie, jak wyrażali swoje emocje, było naprawdę wspaniałe. Pod względem muzycznym największym ciosem było dla mnie Soundgarden. Gdy jednak mówimy o zjawisku, na pierwszym miejscu zdecydowanie jest Nirvana. Na pewno spore znaczenie ma także Pearl Jam. Ale ten zespół nadal istnieje. Nagrywa, tworzy swoją historię. Nie zdarzyło się z nim nic aż tak spektakularnego, abym zaczął mówić o legendzie. Zresztą, gdyby Nirvana działała do dziś, gdyby Kurt się nie zastrzelił, ta grupa pewnie podzieliłaby losy Pearl Jam. Trochę by się rozmyła. Cobain nie był doskonały. Ale nikt nie powiedział, że postać musi być idealna aby coś dla ciebie znaczyć. Człowieka kocha się takim, jakim jest, a nie jego wyidealizowany obraz. Na tym polega miłość. Kurt chyba był otoczony właśnie taką miłością. Choć raczej nie zdawał sobie z tego sprawy. Aby przetrwać to wszystko, co stało się jego udziałem, potrzeba naprawdę dużo siły. A ją się albo ma albo nie. Po prostu. Jedni mają grubszą skórę. Inni są bardziej wrażliwi i mniej odporni na ciosy. Ale zazwyczaj to właśnie ci najbardziej wrażliwi są też najwięksi... Tomek Lipnicki Postrzegałem Cobaina jako człowieka doprowadzonego do granic wytrzymałości, który w pewnym momencie coś sobie zrobi. Mówiłem o tym zresztą jeszcze przed jego samobójstwem. Mówiłem, choć miałem nadzieję, że będzie inaczej. Że jednak poukłada sobie życie. To był człowiek o naprawdę dużej wrażliwości. Ale przede wszystkim sprawiał na mnie wrażenie kogoś, kto na każdym kroku walczy o swoją niezależność. Muzycznie robił bardzo proste rzeczy. Bardzo elementarne. Jego wkład w rozwój muzyki ograniczał się do jakiejś niezwykłej bezpośredności. Te emocje w połączeniu z barwą jego głosu tworzyły coś, czego nie dawało się wyrazić słowami. I za to go kochałem. Ten człowiek bardzo dużo mi dał. Upewnił w przekonaniu, że szczerość jest ciągle ważna. I to chyba najistotniejsze, co po nim zostało. I jeszcze może to, że rzeczy proste, prosto pokazywane, prosto grane, nie muszą być wcale złe. I że w takiej prostocie może być i elegancja i siła. Kurta nie musiał nikt kierować. Tacy ludzie, jak on, kierują się sami. Wystarczy, że gdzieś się pokażą. Są odmienni, oryginalni. Oczywiście nie wszystkie jego zachowania mi się podobały. Widziałem taki koncert, na którym rzucał gitarami, demolował sprzęt. To było trochę tandetne. Był to też dowód swoistej niemocy. Gdy ludzie ciągle ci się przyglądają, reagujesz agresją. Najpierw wobec innych, potem wobec siebie. Dla Kurta to się źle skończyło... Nawet nie myślałem o tym, że ten człowiek ma nagrać następną płytę. Ceniłem go za to, że był. Że odważył się zrobić te rzeczy, które zrobił. Weźmy Stinga czy McCartneya. To normalne. Dlatego nie oczekiwałem od Cobaina kolejnych płyt. Życzyłem mu, aby zarobił parę groszy i dożył czterdziestki. Stało się inaczej. Przeżyłem mocno jego śmierć. Było to dla mnie drugie takie doświadczenie po śmierci Lennona. Zresztą obaj ci ludzie byli chyba w jakiś sposób do siebie podobni... Lech Janerka
| ||||

8 kwietnia 1994 roku elektryk, który dokonywał napraw na terenie posesji należącej do Kurta Cobaina, natknął się na ciało niezidentyfikowanego mężczyzny. Chwilę później agencje informacyjne całego świata zaczęły przekazywać wiadomość o śmierci lidera Nirvany. To było dokładnie pięć lat temu. Pięć lat! Na pozór to tak niewiele. Zupełnie, jakby to było wczoraj. Z drugiej strony jednak od tamtego dnia dzieli nas cała epoka. Nie ma już sceny z Seattle. Nie ma już grunge'u. Przeminęło jeszcze kilka innych muzycznych trendów. Muzyka Nirvany jednak została. W ogłoszonym niedawno przez miesięcznik "Q", plebiscycie czytelnicy uznali piosenkę Smells Like Teen Spirit za najważniejszy utwór w całej historii muzyki rockowej. Tak oceniają tę grupę Brytyjczycy. My proponujemy coś innego. Zobaczymy, co o Cobainie, jego zespole i jego piosenkach mówią polscy muzycy.