Grunge SoundGrunge Sound

Grunge Music Zone

Pearl Jam | Nirvana | Alice in Chains | Foo Fighters | Green River | Hole | Mudhoney | Soundgarden | Temple of the Dog

Grunge Sound

Serwis Olympia
Artykuł - Get out of my fucking face
Autor: Mick Wall, artykuł ukazał się w Metal Hammer nr 10/1993
Dodane dnia 01-01-2004 przez hook
Wstecz
Pearl Jam i Nirvana to dwa zespoły rockowe, o których plotkuje się dosłownie na całym świecie. Jako, że akurat teraz ukazały się nowe albumy tych grup, Metal Hammer zapytał oba zespoły, czy czują presję mass mediów. Mick Wall sprawdza, co z tego wyszło...
Wbrew temu, co się powszechnie uważa, sukces nie jest czymś w rodzaju miecza o dwóch ostrzach! Patrząc na takich ludzi, jak Jimi Hendrix, czy Dave Mustaine można się przekonać, że jest on wykańczany przez pewnego potwora, który nie ma skrupułów i tnie wszystkich równo jednym ostrzem. Nie jest też prawdą, że sukces, ten prawdziwy, wielki - liczony milionami płyt, zawsze kojarzy się z czymś miłym i słodkim. Wiadomo bowiem, że nie ma nic słodkiego w egoistycznym zachowaniu Axl Rose'a na trasie koncertowej. Jak nazwać jego zachcianki typu szampan i kawior w oddzielnej garderobie, przeciąganie początku koncertu, bo artyście nie podoba się helikopter, który ma zabrać jego i ekipę na występ lub odwoływanie koncertów z powodu wyczerpania... Nie, sukces nie jest czymś łatwym do przyswojenia i oswojenia. Krótko mówiąc sukces, to prawdziwe kurestwo, z którego trudno się otrząsnąć. Bez względu na to, co się mówi, a ci, którzy odnieśli największy sukces zawsze narzekają najbardziej i robią z tego forsę. Trzeba przyznać, że bez względu na to, czy sukces trwa długo, czy tylko moment, to osoba, która go odniosła zmienia się i to bardzo. Spytajcie zresztą o to Kurta Cobaina lub Eddiego Veddera, o ile uda Wam się do nich dostać! Są oni wokalistami dwóch najsłynniejszych kapel grunge na świecie, a jednocześnie najnieszczęśliwszymi rockowymi milionerami. Dlaczego tak jest? Czy zakładając zespoły nie chcieli zostać gwiazdami? Pamiętam co rok temu powiedział mi Lars Ulrich z Metalliki. Oto jego słowa - "Postawa tych ludzi mnie irytuje, szczególnie, gdy mówią ,no, my nie chcemy być sławni, nie chcemy sprzedawać milionów płyt, mamy już tego wszystkiego dosyć". Jeśli tak, to kurwa dajcie sobie z tym spokój! Przestańcie grać i skoczcie do rzeki! Jeśli nie chcecie sprzedawać płyt, to ich nie wydawajcie, to chyba oczywiste. Te zespoły powinny być szczęśliwe, że jest na świecie pięć milionów świrów, którzy chcą słuchać ich muzyki..." To święta prawda. Porozmawiajcie jednak z Kurtem o sukcesie, a dowiecie się czegoś zupełnie innego. "Moja postawa uległa wielkiej zmianie w ciągu ostatnich dwóch lat" - powiedział Kurt naszemu wysłannikowi Edowi Kunessnerowwi, który spędził jedno popołudnie w Seattle. "Stało się tak przede wszystkim ze względu na bzdury, jakie wypisywano na nasz temat. Doszło do tego, że nie mam już własnego zdania na temat innych zespołów, bo nie znam osobiście wielu muzyków. Być może ich muzyka jest denna, ale obecnie nie wypowiadam publicznie tej opinii. Zdaję sobie sprawę z tego, że nawet teraz ktoś, gdzieś w Seattle Wygaduje na nas jakieś bzdury, tak już jest..."
Eddie Vedder powiedział natomiast kiedyś - Sam Jeszcze nie wiem, co dał mi sukces, ale już widzę, co straciłem.
Rzecz jasna ostatnio Pearl Jam, jak wyjaśnia Jeff Ament - Nie udzielamy właściwie żadnych wywiadów, bo jesteśmy wściekli na różnych dziennikarzy, szczególnie muzycznych, którzy napisali o nas wiele kłamstw i plotek. Poszerzyliśmy nasze horyzonty muzyczne i nie chcemy, by traktowano nas tylko jako kapelę grunge. Eddie nie udziela żadnych wywiadów, bo sam nie wie, co sądzi o tym, co się dzieje wokół jego osoby i tym, że media się na niego uwzięły. Czuje się dobrze. Krążyło wiele idiotycznych plotek na jego temat i on nie chce mieć z tym nic wspólnego.
No cóż, sam fakt, że muzyk jakiegoś uznał, iż pewna pogłoska jest "idiotyczna" wcale nie oznacza, że nie jest prawdziwa. Nie ma wątpliwości, że Eddie Vedder zachowywał się bardzo dziwnie, zarówno na scenie, jak i poza sceną, choć reszta zespołu twierdziła, iż Eddie nie ma żadnych odlotów. Kurt Cobain przez większość ubiegłego roku zaprzeczał by był narkomanem - teraz jednak ukazała się nowa, autoryzowana książka Michaela Azzerada "Come As You Are: The Story Of Nirvana" będąca swoistym, bolesnym zapisem wręcz diabolicznej historii najpopularniejszego zespołu lat 90tych, z której wynika, że Kurt wydawał dziennie 400 dolarów na narkotyki. Sam to przyznał mówiąc, że jego bankomat nie chciał mu więcej wypłacać! Uzależnienie Kurta od heroiny przeszło wszelkie rozmiary przyzwoitości zaraz po zakończeniu trzymiesięcznej trasy "Nevermind" z przełomu 1991/92r.
Przez większość ubiegłego roku Kurt był strzępkiem nerwów. Po raz pierwszy wziął heroinę w Amsterdamie razem ze swoją przyszłą żoną Courtney, a potem znowu w Londynie. "Postanowiłem, że będę ćpał." - przyzna w książce. Cobain cierpiał wówczas na ciągłe bóle żołądka i uznał, że prochy będą lepszym znieczuleniem niż wszystkie pigułki lekarzy, które nie mogły wyciągnąć go z koszmarnej depresji. Po powrocie do Seattle Kurt i Courtney zdecydowali się na wyjazd do Los Angeles i mieszkali tam w różnych hotelach, ćpając kiepskie meksykańskie prochy, byliśmy zupełnymi wrakami - przyznał w książce Azzerada Cobain. Patrząc z perspektywy czasu Kurt i Courtney przyznają, że ich związek oraz wspólna miłość do narkotyków była odbiciem związku Sida Visiousa i Nancy Spunger w ich wydaniu. Problem polegał jednak na tym, że Kurt był za delikatny, by udawać Sida, zaś Courtney ma za silną osobowość, by grać głupią i popieprzoną Nancy. W sumie oboje traktowali całą sprawę na luzie i bardzo dobrze. Na ostatniej trasie Nirvany Kurt i Courtney meldowali się w hotelach, jako państwo Simon Ritchie (tak brzmiało prawdziwe nazwisko Sida)
Do tej pory uważano, że Kurt sięgnął po narkotyki za namową Courtney. Kurt jednak uparcie podkreśla, że to on zaczął bawić się narkotykami. Na początku ubiegłego roku oboje przenieśli się na stałe do Los Angeles, choć Kurt ma jeszcze w Seattle pewną posiadłość. Obecnie większość czasu wolnego oboje spędzają w Hollywood.
Gdy Courtney była w ciąży, grupa dziennikarzy twierdziła, że urodzi się im zdeformowane dziecko ze względu na nałóg matki. W związku z tym Courtney zasięgnęła opinii lekarzy i na wieść o tym, że jeśli natychmiast rzuci nałóg, dziecko będzie zdrowe, zerwała z narkotykami. Kurt i Courtney pobrali się 24 lutego 1992 r w Waikiki na Hawajach. Kurt ponoć płakał, Courtney nie "To było coś transcendentalnego, tak jakby się było na prochach" - skomentował to potem Kurt. Jak narkotyki i odloty wpłynęły na atmosferę w zespole trudno ustalić. Wiadomo tylko, że stosunki towarzyskie pary Cobain z basistą Chrisem Novoselicem i jego żoną Shelli są raczej chłodne. Jako że Shelli nie została zaproszona na ślub, to Chris też się na nim nie zjawił. Tylko perkusista Dave Grohl i paru techników Nirvany przybyło na tę uroczystość. W międzyczasie, szykując się do pisania nowych numerów Kurt - zachowywał się, jak typowa gwiazda rocka - siedział w domu i ćpał, komponował i malował. Przyznał w książce - Wszystkie najlepsze kawałki napisałem w tym roku po heroinie. Obecnie otrzymuje 75% wszystkich pieniędzy autorskich Nirvany i sam przyznał - Zasługuję na nieco więcej, bo to ja odczuwam presję by napisać nowe numery. Dodał, że jest mu wszystko jedno komu będą przypisywane te utwory, o ile on otrzyma odpowiednią rekompensatę finansową.
Kurt i Nirvana, wygląda na to, że ten nieco komiczny lub wręcz otwarcie tragiczny związek przerodził się w bardzo typową koegzystencję. Gdy miało się już wkrótce urodzić dziecko, Kurt zgłosił się na odwyk do tej samej kliniki, gdzie opiekowano się ciążą Courtney. Gitarzysta Hole, Eric Erlandson odwiedzał ich oboje w szpitalu i zdaniem Kurta On nas naprawdę uratował, bo był jedyną istotą, jedynym normalnym człowiekiem (z wdzięczności Kurt i Courtney zapisali mu coś w swym testamencie). Ich córka Frances Bean Cobain przyszła na świat zdrowa i cała 18 sierpnia 1992r, a Kurt, zdaniem autora książki, rzygał podczas porodu u boku żony. Gdy pismo Vanity Fair opublikowało artykuł, że Courtney ćpała do drugiego miesiąca ciąży, zabrano jej małą Frances i przez parę tygodni opiekowała się nią siostra Courtney. Jak widać sława bywa czasami bardzo uciążliwa, bo gdyby Kurt i Courtney byli normalnymi ludźmi, to ani prasa, ani władza nie interesowałyby się ich życiem. Niedawno okazało się, że bóle żołądka Kurta były spowodowane dolegliwościami nerwów pleców. Odpowiednia opieka lekarska i niezbyt surowe ćwiczenia sprawiły, że przed sesją nagraniową nowej płyty "In Utero" Kurt był już w dobrej kondycji.
Pierwszy koncert, na którym zagrali materiał z nowego albumu, spotkał się z różnorodnym przyjęciem. Utwory takie, jak "Serve The Servants", "Heart Shaped Box" i "Senseless Apprentience" wzbudziły entuzjazm, ale po nich Nirvana perwersyjnie przedstawiła akustyczny pięcioutworowy set. Po jego zakończeniu zeszli ze sceny w kompletnej ciszy. Obecnie Chris (znany jako Krist, ponieważ pochodzi z jugosłowiańskiej rodziny) jest w filozoficznym nastroju. Sukces faktycznie zamienia cię w świra. - mówi, potakując zapamiętale. To dziwne! Jesteśmy mniej więcej na tym samym etapie co Gunsi i Bon Jovi, a jednak... nie jesteśmy... Do tego dochodzi sprawa narkotyków. No więc - co jest bardziej niebezpieczne dla typowej kapeli - "dragi", czy... sukces ?!




Grunge Sound

Serwis Olympia
© All Rights Reserved. 2001 - 2012 Serwis Olympia http://www.grunge-sound.com | partners