| |||||
| Polly (Nevermind, 1991)
Z pewnością wyrosło już pokolenie czytelników, którzy nie bardzo pamiętają, jak przed sześcioma laty wyglądała sytuacja na naszym muzycznym rynku, choć z pewnością mogliby sporo opowiedzieć o dostępie do klocków Lego w upadającym Peweksie. Dla nich małe przypomnienie. Smells Like Teen Spirit {Nevermind, 1991)
Nie usłyszałem jako pierwszego Smells Like Teen Spirit z tego prostego powodu, że za późno włączyłem radio. Ale nic straconego. Jakiś tydzień potem numer zaczął pojawiać się w różnych rozgłośniach, o różnych porach dnia. Z początku nieśmiało, miesiąc później szalał na dobre - z lekkim tylko opóźnieniem w stosunku do Ameryki (gdzie w tym czasie żeniono 400 tysięcy egzemplarzy Nevermind tygodniowo). Nirvana stała się wielka także u nas i wkrótce nie było zespołu, który nie wrzuciłby flaneli, zapuścił bródki (jeśli tylko chciała rosnąć) i przerzucił się na nową odmianę łojenia, określaną tajemniczym kryptonimem "grunge". Pamiętam, że dłubałem sobie wtedy w garażu z wesołym ansamblem punkowym i walnęło nas również, a jakże. Roztropnie, przed zakupem flanel, pobiegliśmy jednak do nauczyciela angielskiego w ogólniaku, żeby spisał nam słowa utworu. Niestety, biedny ów Amerykanin, przez dłuższy czas widząc nasze gęby na korytarzu, ruszał nerwowym truchtem w stronę pokoju nauczycielskiego, a kiedy go wreszcie dopadliśmy, zeznał, że udało mu się zrozumieć tylko kawałek refrenu. Dziś wiemy, że tekst Smells niekoniecznie niesie ze sobą jakiś sens (co ładnie udowodnił w swojej przeróbce szalony Al Yankovich), a jedynym konkretnym zdaniem jest: Here we are now, entertain us, czyli: Jesteśmy, zabawiajcie nas, będące stałym grepsem Cobaina używanym do zagajania podczas drętwych imprez. Na dodatek artyście brakowało wiele do dykcji, jakiej wymaga się na egzaminach do PWST. Z braku tekstu, a także wobec niewiedzy, jak zagrać szybkie postukiwanie pomiędzy chwytami riffu na mojej gitarze produkcji Bietoruskiego Obiedinienya Muzykalnych Instrumentów (rzecz między wczesnym Defilem, a późną Jolaną), daliśmy sobie spokój z grunge'em, pozostając przy szybszej wersji Polly, którą jakoś dało się spisać z taśmy, a i nie wychylała się zbytnio poza punk-stylowość. About A Girl (Bleach, 1989)
Znajdą się zapewne maniacy, którzy powiedzą, że o Cobainie słyszeli już, kiedy grał ze swoją pierwszą kapelą Sellout (circa 198S), a już na pewno w 1989 wujek z Seattle przesłał im pierwszą płytę Nirvany, faktem jest jednak, że do tamtych nagrań dotrzeć było nie sposób. Paper Cuts (Bleach, 1989) Za jednym z najbardziej ponurych numerów na Bleach, z obsesyjnym perkusyjnym motywem, kryje się prawdziwie ponura historia. Historia, którą Cobain poznał w ponurym okresie swojego życia.W latach 1985-1986, po rozwodzie rodziców, chłopak żył niemal na bruku. Poznał wtedy drobnego handlarza narkotykami, od którego zresztą dostał pierwszą w życiu dawkę heroiny. Obok dealera ciągle pętał się pewien koleżka, cierpliwie znoszący poniżające traktowanie. Okazało się, że korzenie takiego stanu rzeczy tkwiły w jego dzieciństwie. W rodzinnym mieście Kurta, Aberdeen, słynna była historia domu, w którym rodzice trzymali kilkoro dzieci zamkniętych w pokoju z zamalowanymi na czarno oknami. Za środki higieny miały im służyć kawałki gazet (stąd tytuł), podawane od czasu do czasu wraz z minimalną ilością jedzenia. Po odkryciu sprawy władze aresztowały rodziców i zajęły się dzieciakami. | Kumpel dealera był jednym z nich. Cobain napisał o tym piosenkę, wcielając się w rolę dziecka zamkniętego w domowym więzieniu.Nagranie pochodzi z demówki nagranej w styczniu 1988 roku (z Dale'em Croverem na perkusji). Obok Floyd The Barber i Downer trafiło w niezmienionej wersji na Bleach. Dive (Incesticide, 1992)
Rekiny muzycznego biznesu nie jeździłyby Mercedesami i nie latały do kochanek na Hawaje, gdyby nie potrafiły zarabiać pieniędzy. Rok po rozbijającym bank Nevermind spece z Geffena zmontowali Incesticide, kompilację składającą się z różnej jakości nirvanowych odpadów. Wśród nich najbardziej błyszczy Dive - rodzaj pomostu pomiędzy undergroundowym i "komercyjnym" okresem grupy. Breed (Nevermind, 1991)
Ci, którzy zarzucają Nirvanie sprzedanie się na Nevermind, powinni "odejść stąd, szybko". Obok łagodnych akustycznych utworów i pokoleniowych hymnów znalazło się tu kilka autentycznych czadziorów, z których szczególnie wyróżnia się Breed czyli Rozmnażanie. Somethingin The Way (Nevennind, 1991) To utwór dotyczący bezpośrednio "bezdomnego" okresu życia Kurta. Czasami spał u matki, czasami na ganku Dale'a Crovera z Melvins, czasami w busie Krista Novoselica. Ale zdarzało mu się też zaliczać noce pod mostem w Aberdeen, nad znaną skądinąd rzeką Wishkah (dni spędzał w miejskiej bibliotece): Underneath the bridge the top has sprung a leak... (Pod mostem zaczęło cieknąć z góry). Akustyczna wersja została zarejestrowana przez przypadek. Butch Vig nie mógł załapać o co chodzi, gdy kawałek grał cały zespół, poprosił więc Cobaina o akustyczną prezentację. Ten siadł w reżyserce i zaczął śpiewać. Vig natychmiast postanowił takie wykonanie nagrać: rozstawił tam mikrofony i zamknął drzwi. Pozostałe partie muzycy dograli później, a całość uzupełniła wiolonczela Kirka Canninga. Równie znana jest wersja z Unplugged, gdzie na tym instrumencie zagrała Lori Goldston. Heart-Shaped Box (In Utero, 1993)
Po Nevermind, który pojawił się znikąd, historia Nirvany zaczęła toczyć się na naszych oczach. Obserwowaliśmy związek Kurta z Courtney Love, narodziny ich dziecka, sensacyjne doniesienia o heroinowym nałogu. Czekaliśmy na nową płytę, o której było wiadomo, że jest nagrywana z legendą niezależnej sceny chicagowskiej, Steve'em Albinim (odpowiadał m.in. za brzmienie Pixies, muzycznego ideału Cobaina). Jako pierwszy z In Utero pojawił się utwór Heart-Shaped Box - Pudełko w kształcie serca. Kurt dostał coś takiego od Courtney na początku ich znajomości (w czerwcu 1991 roku, podczas sesji Nevermind). W środku były świecidełka i malutka laleczka. Za pośrednika robił niedawno przyjęty pałker, Dave Grohl, który chodził kiedyś z przyjaciółką Courtney, Jennifer Flinch (basistką L7). Po ślubie pełno takich pudełeczek zalegało w pierwszym domu Cobainów przy Norm Spaulding Street w Seattle. Była tam też duża ubikacja, w której Kurt uwielbiał się zamykać i pisać piosenki. Czasami z dobrego serca oddawał niektóre pomysły połowicy dla jej grupy Hole. Jedyny raz kiedy poprosiłam go o riff do mojej piosenki, siedział w kiblu - wspomina Love. Mieliśmy ten wielki kibel i słyszałam, jak pracuje nad "Heart-Shaped Box". Zrobił to w pięć minut. Pule, pule, pule. "Co? Chcesz ten riff? Spierdalaj!" Trzaśnięcie. Być może Bozia pokarała Kurta za taką niegrzeczność, bo piosenki nijak nie dało się zagrać z kolegami na próbie. Zaiskrzyło dopiero w czasie ostatniego podejścia. Ale fatum nad utworem wisiało nadal. Po oddaniu gotowego materiału w łapy bossów z wytwórni nie spodobało im się brzmienie uzyskane przez Albiniego. Zatrudnili Scotta Litta, producenta znanego ze współpracy z R.E.M., by dokonał ponownego masteringu wszystkich kompozycji, kastrując je z basu i uwypuklając partie wokalne. Rape Me (In Utero, 1993) Trzeba przyznać, że Kurt Cobain nie zawsze przemęczał się podczas komponowania swoich piosenek. Ta powstała w czasie miksowania Nevermind - muzyk grając na akustycznej gitarze zmieszał po prostu chwyty ze Smells Like Teen Spirit i Polly. I wziął, skubaniec, od nowa tantiemy. Ale poważnie rzecz ujmując, utwór miał być odpowiedzią na nieporozumienia, jakie narosły wokół Polly. Chciałem napisać utwór, który wspomagałby kobiety, dotykał sprawy gwałtu - mówił w wywiadzie dla "Rolling Stone'a". Przez ostatnich kilka lat ludziom tak ciężko było zrozumieć, co chcemy przekazać w naszych utworach, że tu chciałem być tak czytelny, jak to tylko możliwe. Niestety, numer o tytule Rape Me (Zgwałć mnie) nie miał łatwej drogi do odbiorcy. Nie mógł dotrzeć za pośrednictwem mediów - Nirvana miała na przykład zagrać na uroczystości wręczenia nagród MTV w 1992 roku i szefowie stacji zakazali jej wykonania tej kompozycji (zespół się zgodził, ale sprawił, że w wielu szefowskich majtkach zrobiło się mokro, zanim bowiem zaczął zastępcze Lithium, zagrał kilka początkowych taktów Rope Me). Nie mógł dotrzeć za pośrednictwem popularnych sklepów - sieci supermarketów K-Mart i Wal-Mart odmówiły jego dystrybucji. Specjalnie dla nich przygotowano wersję płyty ze zmienionym opisem: na miejscu Rape Me widniał tytuł Waif Me (coś jak Zabłąkany). Frances Farmer Will Have Her Revenge On Seattie (In Utero, 1993) Na In Utero nastąpił częściowy powrót do brzmień ostrych i zgrzytliwych. Do takich kompozycji zalicza się Frances Farmer Will Have Her Revenge On Seattle. Cobain nie chciał tu pobić rekordu Guinnessa na najdłuższy tytuł utworu, a jedynie przypomnieć losy popularnej w latach trzydziestych aktorki. Jako studentka uniwersytetu w Seattle urodzona w 1914 roku Frances Farmer napisała antyreligijny esej dla lewicującego magazynu i wygrała wycieczkę do Moskwy. Mimo udanych ról w kilkunastu hollywoodzkich filmach i przedstawieniach na Broadwayu epizod ten przekreślił jej karierę. Na skutek nagonki zaczęła pić i po kilku aresztowaniach za pijackie rozróby została umieszczona przez matkę w szpitalu psychiatrycznym. Legenda mówi, że została tam poddana lobotomii, ale w 1958 roku pojawiła się ponownie na ekranie w mniejszych rolach. Zmarła w 1970 roku. Atencja, jaką Kurt darzył tę postać, była tak wielka, że nazwał jej imieniem swoją córkę, próbował też skontaktować się z autorem biografii autorki. William Arnold chciał mu nawet odpowiedzieć, ale nie zdążył - sześć miesięcy po wydaniu In Utero Kurt Cobain zastrzelił się w swoim domu w Seattle. Dowiedziałem się o tym pewnego słonecznego popołudnia z MTV. Nie mogłem uwierzyć biegnącym u dołu ekranu niemieckim napisom, które towarzyszyły nadawanym bez przerwy teledyskom Nirvany. Ale w MTV co godzinę nadawano specjalny raport, z którego pamiętam starszego facia powtarzającego, że samobójstwo jest niedobre i żeby nie iść w ślady muzyka. Zamknęła się najnowsza epoka w historii rocka, styl który "należał" do nas, który mieliśmy na bieżąco, a nie anektowaliśmy od starszych braci czy ojców. W międzyczasie, tak zwanym oczywiście, u nas zdecydowanie nastały inne czasy. Płyty słuchałem od dnia premiery z kompaktu z hologramem.
| ||||

Kumpel dealera był jednym z nich. Cobain napisał o tym piosenkę, wcielając się w rolę dziecka zamkniętego w domowym więzieniu.