Grunge SoundGrunge Sound

Grunge Music Zone

Pearl Jam | Nirvana | Alice in Chains | Foo Fighters | Green River | Hole | Mudhoney | Soundgarden | Temple of the Dog

Grunge Sound

Serwis Olympia
Artykuł - 10 w skali Beauforta
Autor: Bartek Koziczyński 12/97
Dodane dnia przez hook
Wstecz
Polly (Nevermind, 1991)

Z pewnością wyrosło już pokolenie czytelników, którzy nie bardzo pamiętają, jak przed sześcioma laty wyglądała sytuacja na naszym muzycznym rynku, choć z pewnością mogliby sporo opowiedzieć o dostępie do klocków Lego w upadającym Peweksie. Dla nich małe przypomnienie.
W roku, gdy nirvanowskie Nevermind wybebeszało reguły światowego show businessu, a dresiarze chodzili jeszcze w marmurkach, w Polsce nie działało żadne przedstawicielstwo światowej wytwórni. Co znaczy tyle, że nie można było kupić legalnie wydanej kasety. Dzisiaj też nie można kupić legalnie wydanej kasety z każdym pożądanym czadowym tytułem, ale jest to akurat rezultat ignorancji branżowych sług Babilonu, którym zależy jedynie na mamonie (czytaj: włosko-niemieckim dance dla debili). Zatem nie można było kupić żadnej kasety. A ceny przemycanych kompaktów dopiero powoli dostosowywały się do kieszeni przeciętnego słuchacza. Ci, których nie było na nie stać, mogli przegrać sobie płytę za pieniądze w tzw. wypożyczalni, kupić chamską podróbę u cizia na leżaku lub nagrać coś z państwowego radia, które właśnie przeżywało schyłek swojej gustotwórczej roli. Tam też, w Programie III, w sobotniej wieczornej audycji, usłyszałem fajną akustyczną balladę, a po chwili nazwę grupy, która podobno zaczynała mieszać w Stanach, ale u nas większości jeszcze nic nie mówiła. Nirvana. Trochę głupio przyznać, ale swoją znajomość z zespołem zacząłem od Polly. Była zima, koniec 1991 roku. Albo początek następnego. Nigdy nie wnikałem w sens tekstu numeru, ale wydawał mi się on całkiem optymistyczny, a w każdym razie na pewno nie smutny. Taki o miłości, czy coś. Dlatego nieco szokujące było poznanie jego genezy. W 1987 roku gazety w Seattle rozpisywały się o wstrząsającej historii, jaka miała miejsce po punkowym koncercie w Community World Theater w Tacomie. Koleś nazywający się Gerald Friend przystawił młodej dziewczynie pistolet i uprowadził ją do swojej przyczepy kempingowej, gdzie związał ją, kilkakrotnie zgwałcił i torturował z pomocą żyletki, bicza i spawalnicy. Udało się jej uciec. Dewianta schwytano i osadzono w więzieniu, gdzie przebywa do dziś. Kurt Cobain przypomniał sobie tę historię w sierpniu 1989 roku, w czasie sesji do czwórki Blew. Skomponował piosenkę, ale nie był z niej zadowolony.
Utwór ewoluował: to przyjmował postać elektryczną, to muzyk chwytał za pudło. Zmieniał się też tekst, który ostatecznie przybrał formę monologu zgwałconej dziewczyny. Pierwsza, szybka, przesterowana wersja została zarejestrowana w 1989 roku. Druga, akustyczna powstała w kwietniu 1990 podczas próbnych nagrań z Butchem Vigiem w Smart Studios w Madison, stan Wisconsin (obie jeszcze z Chadem Channingiem na perkusji). Demo to pozwoliło później Nirvanie podpisać kontrakt z Geffenem. Pierwotne nagranie okazało się na tyle dobre, że po prostu zremiksowano je w celu umieszczenia na Nevermind. Polly było jedynym momentem koncertów grupy, w którym publiczność przestawała szaleć i wyciszała się, a po wysłuchaniu numeru w czasie nowojorskiego koncertu chłopaków sam Dziadek Dylan rzekł ponoć: Ten dzieciak ma serce. Niestety, wiąże się również z nim bezsensowna, okrutna puenta: w 1991 roku dwóch degeneratów zgwałciło dziewczynę, śpiewając przy tym utwór Nirvany. Cobain mógł tylko podsumować zdarzenie w nocie do składankowej płyty Incesticide: tych dwóch to strata spermy i jaj. Na albumie tym umieszczono szybką wersję utworu pochodzącą z sesji dla BBC z 1991 roku.

Smells Like Teen Spirit {Nevermind, 1991)

Nie usłyszałem jako pierwszego Smells Like Teen Spirit z tego prostego powodu, że za późno włączyłem radio. Ale nic straconego. Jakiś tydzień potem numer zaczął pojawiać się w różnych rozgłośniach, o różnych porach dnia. Z początku nieśmiało, miesiąc później szalał na dobre - z lekkim tylko opóźnieniem w stosunku do Ameryki (gdzie w tym czasie żeniono 400 tysięcy egzemplarzy Nevermind tygodniowo). Nirvana stała się wielka także u nas i wkrótce nie było zespołu, który nie wrzuciłby flaneli, zapuścił bródki (jeśli tylko chciała rosnąć) i przerzucił się na nową odmianę łojenia, określaną tajemniczym kryptonimem "grunge". Pamiętam, że dłubałem sobie wtedy w garażu z wesołym ansamblem punkowym i walnęło nas również, a jakże. Roztropnie, przed zakupem flanel, pobiegliśmy jednak do nauczyciela angielskiego w ogólniaku, żeby spisał nam słowa utworu. Niestety, biedny ów Amerykanin, przez dłuższy czas widząc nasze gęby na korytarzu, ruszał nerwowym truchtem w stronę pokoju nauczycielskiego, a kiedy go wreszcie dopadliśmy, zeznał, że udało mu się zrozumieć tylko kawałek refrenu. Dziś wiemy, że tekst Smells niekoniecznie niesie ze sobą jakiś sens (co ładnie udowodnił w swojej przeróbce szalony Al Yankovich), a jedynym konkretnym zdaniem jest: Here we are now, entertain us, czyli: Jesteśmy, zabawiajcie nas, będące stałym grepsem Cobaina używanym do zagajania podczas drętwych imprez. Na dodatek artyście brakowało wiele do dykcji, jakiej wymaga się na egzaminach do PWST. Z braku tekstu, a także wobec niewiedzy, jak zagrać szybkie postukiwanie pomiędzy chwytami riffu na mojej gitarze produkcji Bietoruskiego Obiedinienya Muzykalnych Instrumentów (rzecz między wczesnym Defilem, a późną Jolaną), daliśmy sobie spokój z grunge'em, pozostając przy szybszej wersji Polly, którą jakoś dało się spisać z taśmy, a i nie wychylała się zbytnio poza punk-stylowość.
Smells Like Teen Spirit przez wielu traktowany jest jako nawiedzony hymn. Cobain pisał go w sumie na poważnie. Ani on, ani wielu słuchaczy nie wiedziało, że Teen Spirit to nazwa kiepsko wypromowanego dezodorantu dla dziewczyn firmy Mennen ("I ty możesz być menem" - jak głosi inteligentny slogan reklamowy). Otóż muzyk przechadzał się pewnego razu po mieście Olympia, gdzie mieszkał czas jakiś, z niejaką Kathleen Hanna z feministycznej bojówki bardziej znanej jako zespół Bikini Kill. Oddawali się swojej ulubionej czynności, to znaczy sprejowaniu murów, najczęściej hasłem "Bóg jest gejem". Po powrocie do mieszkania Cobaina koleżanka nabazgrała mu na ścianie: "Kurt smells like Teen Spirit". Ten odebrał to jako niezły komplement, w sensie młodość - bunt - niezłomność. O prawdziwym znaczeniu tych słów dowiedział się już po ukazaniu się płyty. Wielu nigdy ono nie obchodziło, co zostało jakby skwitowane w kolejnym utworze na Nevermind, In Bloom (He's the one, he likes all our pretty songs/And he likes to sing along/But he don't know what it means).
Numer zbudowano na sprawdzonej kombinacji chwytów podobnej do takich gigantów, jak Wild Thing, Louie Louie, Submission, Passenger czy - najbardziej - More Than A Feeling grupy Boston. "Teen Spirit" miał taki wyświechtany riff- wspominał Kurt w wywiadzie dla "Rolling Stone'a". Był podobny do riffu Bostonu czy "Louie Louie". Kiedy zacząłem grać partie gitary, Krist spojrzał na mnie i powiedział: "To takie bezsensowne". Kazałem to im grać przez półtorej godziny. Zajeżdżony przez media utwór zbrzydł im później do tego stopnia, że usunęli go w ogóle z programu koncertów.

About A Girl (Bleach, 1989)

Znajdą się zapewne maniacy, którzy powiedzą, że o Cobainie słyszeli już, kiedy grał ze swoją pierwszą kapelą Sellout (circa 198S), a już na pewno w 1989 wujek z Seattle przesłał im pierwszą płytę Nirvany, faktem jest jednak, że do tamtych nagrań dotrzeć było nie sposób.
Bleach wydano początkowo tylko na winylu. Kompaktowej reedycji płyta doczekała się, kiedy szefowie Sub Popu zwąchali interes po sukcesie Nevermind (dodano do niej utwory Big Cheese i Downer). Pomiędzy rozedrganymi kompozycjami charakterystycznymi dla większości ówczesnych niezależnych grup, znalazła się perełka: łagodna ballada About A Girl Zapowiedź, że Cobain to nie tylko chore riffy, ale także głowa pełna ładnych melodii. Za bezpośrednie zródło "About A Girl" uważam utwór "Blood And Roses" zespołu Smitheneers - mówi Jon Auer z seattlowskiej formacji The Posies, znanej z łagodnego, jak na to miasto, grania. Mieliśmy przez moment wspólnego z Nirvaną dźwiękowca, stąd -wiem, ze Kurt bardzo lubił The Smitheneers. Kiedy sprawdzisz, usłyszysz podobieństwa: fajne, proste, powtarzające się motywy. To spodobało się Kurtowi. Towarzyszą im niestety gorzkie słowa; rzecz opowiada o rozstaniu z długoletnią narzeczoną Cobaina, Tracy Marander. Poznał ją w 1986 roku dzięki swojemu przyjacielowi i muzycznemu guru, Buzzowi Osborne'owi z grupy Melvins. Dla niej przeniósł się w 1989 roku do Olympii, gdzie wspólnie zamieszkali przy North Pear Street. Mimo autentycznego uczuciowego zaangażowania, a także porozumienia mentalnego, związek zakończył się na skutek notorycznego uchylania się artysty od takich czynności, jak wynoszenie śmieci i płacenie czynszu. W odpowiedzi na zachęty dziewczyny, aby znalazł wreszcie pracę, wychodził z domu i spędzał noce w swoim samochodzie (stąd linijka tekstu: I can't see you every night for free). Marander przysłużyła się zespołowi tylko jako autorka zdjęcia, które znalazło się na okładce Bleach - gdyby jej posłuchał, zamiast grać, męczyłby się chłop przy warsztacie i Nirvana nigdy nie zmieniłaby losów rocka. Bardzo możliwe, że młodzież kojarzy About A Girl tylko z Unplugged In New York (ze słynną zapowiedzią: To z naszej pierwszej płyty. Większość ludzi jej nie ma). Cobain powiedział niedługo po tym koncercie: Umieszczenie "About A Girl" na "Bleach" było ryzykowne. Kochałem pop, naprawdę lubiłem R.E.M. i wszystko z lat sześćdziesiątych. Ale było ogromne ciśnienie ze strony środowiska - coś, jak w szkole. Nagranie łagodnej piosenki w stylu R.E.M. na płycie grunge'owej było na tej scenie ryzykowne.

Paper Cuts (Bleach, 1989)

Za jednym z najbardziej ponurych numerów na Bleach, z obsesyjnym perkusyjnym motywem, kryje się prawdziwie ponura historia. Historia, którą Cobain poznał w ponurym okresie swojego życia.
W latach 1985-1986, po rozwodzie rodziców, chłopak żył niemal na bruku. Poznał wtedy drobnego handlarza narkotykami, od którego zresztą dostał pierwszą w życiu dawkę heroiny. Obok dealera ciągle pętał się pewien koleżka, cierpliwie znoszący poniżające traktowanie. Okazało się, że korzenie takiego stanu rzeczy tkwiły w jego dzieciństwie. W rodzinnym mieście Kurta, Aberdeen, słynna była historia domu, w którym rodzice trzymali kilkoro dzieci zamkniętych w pokoju z zamalowanymi na czarno oknami. Za środki higieny miały im służyć kawałki gazet (stąd tytuł), podawane od czasu do czasu wraz z minimalną ilością jedzenia. Po odkryciu sprawy władze aresztowały rodziców i zajęły się dzieciakami.
Kumpel dealera był jednym z nich. Cobain napisał o tym piosenkę, wcielając się w rolę dziecka zamkniętego w domowym więzieniu.
Nagranie pochodzi z demówki nagranej w styczniu 1988 roku (z Dale'em Croverem na perkusji). Obok Floyd The Barber i Downer trafiło w niezmienionej wersji na Bleach.

Dive (Incesticide, 1992)

Rekiny muzycznego biznesu nie jeździłyby Mercedesami i nie latały do kochanek na Hawaje, gdyby nie potrafiły zarabiać pieniędzy. Rok po rozbijającym bank Nevermind spece z Geffena zmontowali Incesticide, kompilację składającą się z różnej jakości nirvanowych odpadów. Wśród nich najbardziej błyszczy Dive - rodzaj pomostu pomiędzy undergroundowym i "komercyjnym" okresem grupy.
Utwór pierwotnie ukazał się we wrześniu 1991 roku na stronie B Sliver, ostatniego singla dla Sub Popu. Jego pierwotna wersja, pochodząca z radiowego koncertu w Evergreen Stale College w Olympii, to jedyne wspólne nagranie z Jasonem Evermanem, koleżką zatrudnionym jako drugim gitarzystą w czasie tworzenia Bleach (mimo umieszczenia go na liście płac nie zagrał tam ani jednej nuty). Wersja, którą znamy, to część wspomnianego już przy okazji Polly dziesięcio - utworowego demo - początku współpracy z Butchem Vigiem. W czasach, o których pisałem, ukazywały się u nas również książeczki z bezprawnie przedrukowanymi tekstami utworów. Mam do dziś jedną z nich: Dive z niewiadomych powodów doczepiono do Nevermindu. Są też tłumaczenia, w tym jedno naprawdę genialne. Tytuł Territorial Pissings brzmi: Lanie pod drzewa.

Breed (Nevermind, 1991)

Ci, którzy zarzucają Nirvanie sprzedanie się na Nevermind, powinni "odejść stąd, szybko". Obok łagodnych akustycznych utworów i pokoleniowych hymnów znalazło się tu kilka autentycznych czadziorów, z których szczególnie wyróżnia się Breed czyli Rozmnażanie.
Szefowie Sub Popu, wiedząc że z dziennikarzami warto dobrze żyć, zaprosili pewnego razu na wycieczkę do Seattle kilku pismaków z Wielkiej Brytanii. Wkrótce w angielskiej prasie ukazały się pochlebne artykuły o północno-zachodniej scenie USA, znaczy się o scenie Seattle, znaczy się o Sub Popie właśnie. Za nimi poszło europejskie tournee kilku kapel. W październiku 1989 roku na podbój starego kontynentu po raz pierwszy wyruszyli Nirvana i TAD. Przemieszczali się busem, którego gabaryty wkrótce okazały się niewystarczające dla tylu ludzi (zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę imponującą posturę Tada Doyle'a, a także koszykarski wzrost Krista Novoselica). Na dodatek Doyle nabawił się okropnych dolegliwości żołądkowych, nie mając dnia bez wymiotów albo biegunki. Albo obu na raz. Ratował się lekiem o nazwie Imodium, taki też byt pierwotny tytuł utworu Nirvany.
Breed jest jedną z kompozycji, które powstały w czasie sesji w Smart Studios, wspomnianej rzecz jasna przy okazji Polly.

Somethingin The Way (Nevennind, 1991)

To utwór dotyczący bezpośrednio "bezdomnego" okresu życia Kurta. Czasami spał u matki, czasami na ganku Dale'a Crovera z Melvins, czasami w busie Krista Novoselica. Ale zdarzało mu się też zaliczać noce pod mostem w Aberdeen, nad znaną skądinąd rzeką Wishkah (dni spędzał w miejskiej bibliotece): Underneath the bridge the top has sprung a leak... (Pod mostem zaczęło cieknąć z góry). Akustyczna wersja została zarejestrowana przez przypadek. Butch Vig nie mógł załapać o co chodzi, gdy kawałek grał cały zespół, poprosił więc Cobaina o akustyczną prezentację. Ten siadł w reżyserce i zaczął śpiewać. Vig natychmiast postanowił takie wykonanie nagrać: rozstawił tam mikrofony i zamknął drzwi. Pozostałe partie muzycy dograli później, a całość uzupełniła wiolonczela Kirka Canninga. Równie znana jest wersja z Unplugged, gdzie na tym instrumencie zagrała Lori Goldston.

Heart-Shaped Box (In Utero, 1993)

Po Nevermind, który pojawił się znikąd, historia Nirvany zaczęła toczyć się na naszych oczach. Obserwowaliśmy związek Kurta z Courtney Love, narodziny ich dziecka, sensacyjne doniesienia o heroinowym nałogu. Czekaliśmy na nową płytę, o której było wiadomo, że jest nagrywana z legendą niezależnej sceny chicagowskiej, Steve'em Albinim (odpowiadał m.in. za brzmienie Pixies, muzycznego ideału Cobaina). Jako pierwszy z In Utero pojawił się utwór Heart-Shaped Box - Pudełko w kształcie serca. Kurt dostał coś takiego od Courtney na początku ich znajomości (w czerwcu 1991 roku, podczas sesji Nevermind). W środku były świecidełka i malutka laleczka. Za pośrednika robił niedawno przyjęty pałker, Dave Grohl, który chodził kiedyś z przyjaciółką Courtney, Jennifer Flinch (basistką L7). Po ślubie pełno takich pudełeczek zalegało w pierwszym domu Cobainów przy Norm Spaulding Street w Seattle. Była tam też duża ubikacja, w której Kurt uwielbiał się zamykać i pisać piosenki. Czasami z dobrego serca oddawał niektóre pomysły połowicy dla jej grupy Hole. Jedyny raz kiedy poprosiłam go o riff do mojej piosenki, siedział w kiblu - wspomina Love. Mieliśmy ten wielki kibel i słyszałam, jak pracuje nad "Heart-Shaped Box". Zrobił to w pięć minut. Pule, pule, pule. "Co? Chcesz ten riff? Spierdalaj!" Trzaśnięcie. Być może Bozia pokarała Kurta za taką niegrzeczność, bo piosenki nijak nie dało się zagrać z kolegami na próbie. Zaiskrzyło dopiero w czasie ostatniego podejścia. Ale fatum nad utworem wisiało nadal. Po oddaniu gotowego materiału w łapy bossów z wytwórni nie spodobało im się brzmienie uzyskane przez Albiniego. Zatrudnili Scotta Litta, producenta znanego ze współpracy z R.E.M., by dokonał ponownego masteringu wszystkich kompozycji, kastrując je z basu i uwypuklając partie wokalne.
Heart-Shaped Box (wraz z All Apologies), zostało zmiksowane zupełnie od nowa. W Bad Animal Studios w Seattle Kurt dodał tam trochę gitary akustycznej i harmonie wokalne. Od początku udany był tylko niepokojący wideoklip, w reżyserii Antena Corbijna - rzecz wymarzona dla przyznających nagrody MTV.

Rape Me (In Utero, 1993)

Trzeba przyznać, że Kurt Cobain nie zawsze przemęczał się podczas komponowania swoich piosenek. Ta powstała w czasie miksowania Nevermind - muzyk grając na akustycznej gitarze zmieszał po prostu chwyty ze Smells Like Teen Spirit i Polly. I wziął, skubaniec, od nowa tantiemy. Ale poważnie rzecz ujmując, utwór miał być odpowiedzią na nieporozumienia, jakie narosły wokół Polly. Chciałem napisać utwór, który wspomagałby kobiety, dotykał sprawy gwałtu - mówił w wywiadzie dla "Rolling Stone'a". Przez ostatnich kilka lat ludziom tak ciężko było zrozumieć, co chcemy przekazać w naszych utworach, że tu chciałem być tak czytelny, jak to tylko możliwe. Niestety, numer o tytule Rape Me (Zgwałć mnie) nie miał łatwej drogi do odbiorcy. Nie mógł dotrzeć za pośrednictwem mediów - Nirvana miała na przykład zagrać na uroczystości wręczenia nagród MTV w 1992 roku i szefowie stacji zakazali jej wykonania tej kompozycji (zespół się zgodził, ale sprawił, że w wielu szefowskich majtkach zrobiło się mokro, zanim bowiem zaczął zastępcze Lithium, zagrał kilka początkowych taktów Rope Me). Nie mógł dotrzeć za pośrednictwem popularnych sklepów - sieci supermarketów K-Mart i Wal-Mart odmówiły jego dystrybucji. Specjalnie dla nich przygotowano wersję płyty ze zmienionym opisem: na miejscu Rape Me widniał tytuł Waif Me (coś jak Zabłąkany).

Frances Farmer Will Have Her Revenge On Seattie (In Utero, 1993)

Na In Utero nastąpił częściowy powrót do brzmień ostrych i zgrzytliwych. Do takich kompozycji zalicza się Frances Farmer Will Have Her Revenge On Seattle. Cobain nie chciał tu pobić rekordu Guinnessa na najdłuższy tytuł utworu, a jedynie przypomnieć losy popularnej w latach trzydziestych aktorki. Jako studentka uniwersytetu w Seattle urodzona w 1914 roku Frances Farmer napisała antyreligijny esej dla lewicującego magazynu i wygrała wycieczkę do Moskwy. Mimo udanych ról w kilkunastu hollywoodzkich filmach i przedstawieniach na Broadwayu epizod ten przekreślił jej karierę. Na skutek nagonki zaczęła pić i po kilku aresztowaniach za pijackie rozróby została umieszczona przez matkę w szpitalu psychiatrycznym. Legenda mówi, że została tam poddana lobotomii, ale w 1958 roku pojawiła się ponownie na ekranie w mniejszych rolach. Zmarła w 1970 roku. Atencja, jaką Kurt darzył tę postać, była tak wielka, że nazwał jej imieniem swoją córkę, próbował też skontaktować się z autorem biografii autorki. William Arnold chciał mu nawet odpowiedzieć, ale nie zdążył - sześć miesięcy po wydaniu In Utero Kurt Cobain zastrzelił się w swoim domu w Seattle. Dowiedziałem się o tym pewnego słonecznego popołudnia z MTV. Nie mogłem uwierzyć biegnącym u dołu ekranu niemieckim napisom, które towarzyszyły nadawanym bez przerwy teledyskom Nirvany. Ale w MTV co godzinę nadawano specjalny raport, z którego pamiętam starszego facia powtarzającego, że samobójstwo jest niedobre i żeby nie iść w ślady muzyka. Zamknęła się najnowsza epoka w historii rocka, styl który "należał" do nas, który mieliśmy na bieżąco, a nie anektowaliśmy od starszych braci czy ojców. W międzyczasie, tak zwanym oczywiście, u nas zdecydowanie nastały inne czasy. Płyty słuchałem od dnia premiery z kompaktu z hologramem.




Grunge Sound

Serwis Olympia
© All Rights Reserved. 2001 - 2012 Serwis Olympia http://www.grunge-sound.com | partners