| |||||
Metallica jest dziś zespołem znanym na całym świecie i to nie tylko w kręgu metalowym, ale także w całej branży muzycznej. Na świecie istnieje bardzo dużo fanklubów tej grupy, a ich nowe albumy zawsze rozchodzą się Niektórzy zakochani w ich muzyce próbują naśladować swoich idolów (na przykład Apocaliptyca, ale o tym później). To właśnie głównie dzięki Metallice muzyka metalowa nabrała nowej barwy i stała się równie popularna, jak na przykład rock. No właśnie, od lat toczy się spór o to, co tak naprawdę grała i gra obecnie ta grupa. Choć brzydzę się wszelkiego rodzaju szufladkowaniem zespołów, to powiem, że Metallica stworzyła nowy odłam muzyki heavy metalowej zwanej trash-metalem, który był niezwykle "żywym" gatunkiem, później zaś zaczęli grać bardziej melodyjnie kawałki, zmieniając swoją muzykę niejednokrotnie. Myślę jednak, że nigdy jednak nie odbiegła zbytnio od swego pierwowzoru i do dziś gra muzykę ostrą i niezwykle czadową. Za te słowa mogę zostać przez niektórych powieszony, tak jednak uważam i nie zamierzam zmieniać zdania. Wspomniałem o tym, bowiem przez te wszystkie lata święcenia sukcesów pan Hetfield Sorki za ten przydługi wstęp, mam nadzieję, że jeszcze nie zasnęliście za szybką monitora. Postaram się teraz przedstawić wizerunki osób, które stworzyły to, czym teraz jest Metallica. Założycielem zespołu jest Lars Ulrich, urodzony 26 grudnia 1963 roku w Kopenhadze (która leży w Danii, jakby ktoś nie wiedział). Od dziecięcych lat interesował się muzyką rockową i metalową, słuchając takich zespołów jak Black Sabbath, Deep Purple czy Iron Maiden. Lars zawsze marzył o tym, aby zostać perkusistą, jednak jego zapędy hamował ojciec, zawodowy tenisista, który chciał, aby syn poszedł w ślady tatusia i tak jak on grał na kortach. Podjął już nawet stanowcze kroki w tym kierunku, przeprowadzając się wraz z rodziną do Los Angeles, by syn miał gdzie trenować ten piękny ;-) sport polegający na beznamiętnym przebijaniu zielonej piłeczki przez siatkę na pole przeciwnika. Jednak marzenia ojca legły w gruzach, kiedy Lars Ulrich poznał młodego, bo niespełna osiemnastoletniego gitarzystę z Los Angeles- Jamesa Hetfielda. Jako że obaj mieli podobne zainteresowania muzyczne szybko się dogadali i postanowili założyć zespół, którego nazwę ukradli jednemu ze swoich przyjaciół- Ronowi Quintan, który to hasłem METALLICA zamierzał nazwać swój magazyn o tematyce heavy metalowej. Ron zmienił nazwę magazynu na "Metal Mania", a Hetfield i Urlich stali się dumnymi założycielami zespołu Metallica. Już na samym początku nasz duet natrafił na poważny problem-skompletowanie pełnego składu zespołu. Z ludzi, którzy zagrali w zespole pamiętam jedynie czarnoskórego Lloyda Granta, z którym to nagrali swoje pierwsze utwory, mianowicie "Hit the Lights" oraz dwa covery "Let it Lose" i "Killing time". Grant jednak szybko odszedł, by założyć własną kapelę, której nazwy jednak nie pamiętam. Wreszcie Lars postanowił dać ogłoszenie do gazety, że poszukuje nowych talentów do swojego zespołu. Zgłosił się do nich między innymi David Mustaine, z którym to nawiązali dłuższą współpracę, pieczętując ją pierwszym koncertem grupy, który odbył się prawdopodobnie 13 marca 1982 roku w Radio City w L.A. I tak zaczęła się ich kariera na scenie. W krótkim czasie zagrali parę koncertów, między innymi w Woodstock i w W San Francisco. Oprócz tego Metallica znalazła się na składance "Metal Massacre" z utworem "Hit the Lights". W czasie tego koncertowania poznali jedną z najważniejszych postaci w zespole, basistę Cliffa Burtona. Ponieważ Lars uznał, że muszą go mieć w swoim zespole, dokonał wszelkich starań aby go zwerbować do składu. Cliff postawił jednak jeden warunek- przeprowadzka do San Francisco. Nie było wyjścia, panowie spakowali walizy i wyruszyli do nowego miasta, gdzie dalej kontynuowali rozwój swej kariery. Wkrótce wraz z Burtonem nagrali piosenki "No remorse" oraz "Whiplash" Niestety, z Metalliką pożegnał się Dave Mustaine, późniejszy założyciel słynnego Megadeath, który nieustannie pił i rozniecał konflikty w zespole. Na jego miejsce wybrano moim zdaniem bardzo odpowiedniego człowieka, mianowicie Kirka Hammeta, urodzonego 18 listopada 1962 r. w San Francisco. Jego przybycie do zespołu rozpoczęło nową erę w historii Metalliki, która nadeszła wraz z ukazaniem się pierwszego albumu zespołu. Długo myślano nad tym, jak ją nazwać, w końcu nazwano ją "Kill'em All". Dla wielu jest to najlepsza płyta Metalliki, a ja muszę przyznać, że wydając ją pokazali się światu od najlepszej strony. Takie tytuły, jak "Seek And Destroy" czy "Motorbreath" są klasykami gatunku. Po krótkiej trasie koncertowej zaczęto myśleć o wydaniu następnego longplaya. Po paru dużych trasach koncertowych, na które przychodziło już tysiące fanów, grupa zebrała się w studiu nagraniowym, aby stworzyć parę nowych kawałków i ostatecznie wydać kolejny album. Tak też się stało i latem 1984 roku ujrzały światło dzienne pierwsze egzemplarze "Ride The Lightning", drugiego z kolei albumu Metalliki. Klimat się nie zmienił, zmieniła się tylko jakość muzyki, na lepsze oczywiście. Mój zdecydowany faworyt to "Fade to Black", ale ogólnie często sięgam po ten album.Mimo, iż nie byli znani ani z telewizji, ani z radia, które to szerokim łukiem omijały ostrą muzykę (to zupełnie tak jak teraz :)), na ich koncerty przychodziły rzesze fanów. Na przykład na prestiżowy festiwal gwiazd rocka Monsters Of Rock, na którym to wystąpiła Metallica przybyło aż 70 tysięcy fanów (to prawie dwa razy więcej niż liczy populacja miasta, w którym mieszkam), a dwa tygodnie później grali już dla 80-cio tysięcznej publiki. Najlepszym zakończeniem tej trasy koncertowej było wydanie nowego albumu, znanego chyba wszystkim miłośnikom metalu, "Master Of Puppets". Piosenka tytułowa tego albumu jest do tej pory uważana przez znaczną większość fanów zespołu za najlepszą w dotychczasowej karierze Metalliki (mnie osobiście troszeczkę bardziej podoba się "One", no ale to kwestia gustu). W każdym razie z tego, co usłyszałem to właśnie ten album jest wymieniany jako najlepszy. Dlaczego? Wspomniany przeze mnie utwór "Master of Puppets", równie zaj#$% "Battery", czy może spokojny do pewnego stopnia "Sanitarium" to chyba wystarczające argumenty. W pierwszym tygodniu od pojawienia się albumu w sklepach sprzedano ponad 250 tysięcy egzemplarzy, jego popularność więc była już naprawdę ogromna. Z tym okresem w karierze zespołu wiąże się także wielki żal po utracie wspaniałego basisty i równie dobrego kolegi, jakim był Cliff Burton. | Otóż kiedy zespół 27 września 1986 roku jechał wynajętym autobusem na koncert do Kopenhagi (w Szwecji, jakby ktoś nie jarzył), kierowca stracił kontrolę nad pojazdem, który to wpadł do rowu i zaczął się przechylać na bok. Śpiący wtedy Burton wskutek wstrząsu wypadł przez szybę, a następnie został przygnieciony przez ten cholerny autobus. Zginął na miejscu... Rok później ukazała się pierwsza oficjalna kaseta wideo, będąca zlepkiem nagrań samych fanów, którzy kręcili występy swych idolów. Jej nazwa- "Cliff'em All była niewątpliwie hołdem dla nieżyjącego basisty. Cofnijmy się jednak do wydarzeń mających miejsce tuż po śmierci Cliffa. Od razu po tej tragedii zaczęto plotkować, że to koniec i że grupa na dniach się rozpadnie. Nic bardziej mylnego, muzycy pożegnali kumpla i postanowili kontynuować swoją karierę jako członkowie Metalliki. Był tylko jeden problem- trzeba było znaleźć nowego, równie dobrego basistę, a to nie wydawało się łatwe. Jeden z kandydatów przy przesłuchiwaniach nauczył się wszystkich utworów Metalliki, po paru dniach nie było wątpliwości, kto zastąpi Burtona. Ten ktoś nazywał się Jason Newsted... Metallica udała się do Europy, aby dokończyć trasę "Damage Inc.". Wtedy to, a dokładnie 10 i 11 lutego kapela wystąpiła nie gdzie indziej, jak w Katowickim Spodku. Potem wydali mini album nazwany "The 5.98 E.P Garage Days Re-revisited". Ochrzcili go tak, ponieważ kawałki do tego albumu grali w garażu niedaleko domu Larsa. Znalazły się tam przeróbki utworów m.in. grupy Holokaust i Diamond Head. Ten odskok nie przeszkodził im w przygotowaniach do wydania kolejnego krążka, który ukazał się we wrześniu 1988 roku. Zatytułowany był "...And Justice for All", a w jego skład wchodziły takie utwory, jak mój absolutny nr jeden "One" (eee to nawet logiczne), a także mocarny "Eye of the Beholder" czy równie dobry "Blackended". Trasa koncertowa promująca nową płytę nazwana została "Damaged Justice World Tour 88/89" i była największą z dotychczasowych tras koncertowych, bo składała się aż z 250 koncertów! Po wydaniu singla Metallica zdecydowała się na zrobienie pierwszego ich wideoklipu do kawałka "One". Kto nie widział tego teledysku, niech żałuje, reszta sama wie, jaki on był. No dobra powiem- był strzałem w dziesiątkę, pozwalającym na jeszcze większą promocję swojej płyty. Następny rok to następne sukcesy. Oprócz otrzymania nagrody Grammy za piosenkę "One". Po paru krótkich trasach koncertowych chłopaki z Metalliki wreszcie zebrali się w studiu, by nagrać następną, piątą już płytę (nie licząc "Garage Days Re-revisited", bo był on tylko mini albumem dla fanów). Tymczasem jeszcze jedna nagroda Grammy wpadła w ich ręce, tym razem za cover Quenn- "Stone Cold Crazy". 12 grudnia 1991 roku, czyli ponad 2 lata po wydaniu "...And Justice for All" ukazała się płyta o nieco mało oryginalnym tytule "Metallica" (przez niektórych nazywany "Black Album", a to ze względu na czarną okładkę, z której trudno cokolwiek odczytać). Longplay ten okazał się najlepszym w historii grupy (przynajmniej pod względem ilości sprzedanych płyt). Nie wiem czy mam rację, ale utwór "Nothing Else Matters" z tego albumu jest chyba najbardziej znanym utworem Metalliki. I nie chodzi mi tylko o fanów metalu i rocka, ale także o całą resztę, słuchającą innej muzyki. Zna i lubi go nawet mój kumpel, zatwardziały miłośnik techno :P. Bardzo znany jest również "Unforgiven", czy "Enter Sandman", którego wideoklip został uhonorowany nagrodą MTV. Album zdobył też tradycyjnie nagrodę Grammy za najlepszy album metalowy. Tym albumem był oczywiście "Black Album". Metallica wystąpiła także w Chorzowie, u boku AC/DC i Queensryche.
Następne 2 lata Metallica spędziła na trasach koncertowych, wydała też zestaw "Live Shit! Binge And Purge" zawierający dwie kasety wideo, 3 płyty, logo Metalliki oraz książeczkę z informacjami o zespole (ale bym chciał to mieć ;( ).Do roku 1996 nic wielkiego w ich karierze się nie stało, no może poza pięćdziesiątymi urodzinami Lemmy'ego Kilmistera, jednego z moich ulubionych wokalistów, założyciela legendarnego zespołu Motorhead. Z okazji jego urodzin, członkowie Metalliki wystąpili pod nazwą The Lemmies w klubie "Whiskey A Go Go" w Los Angeles. No więc latem 1996 roku ukazała się następna płyta zespołu-"Load". Na uwagę zasługują promujący ją kawałek "Until It Sleeps", a także "Mama Said" czy "Hero of the Day". Płyta w sumie bardzo udana, sprzedawała się jak ciepłe kluchy... bułeczki znaczy się. Z wydaniem nowej płyty wiąże się też fakt, że jakoby Metallica się "sprzedała". Mnie płyta się podobała, choć następna nie była już tym, do czego przywykliśmy słuchając "Master of Puppets" czy "Black Album". Może to dlatego, że zawierała ona nagrania, które nie zmieściły się na "Load", a może był jeszcze inny powód. Tak czy inaczej 17 listopada w sklepach na całym świecie ukazuje się "ReLoad", siódma z kolei płyta Metalliki. Oprócz "Unforgiven II" oraz znakomitego "The Memory Remains" utwory były dość przeciętne. Sam muszę przyznać, że tej płyty słucham najmniej, ponieważ nie jest ona niestety czymś rewelacyjnym. Następny rok, następna płyta. Podwójny album zatytułowany "Garage Inc." Zawierał wszystkie dotychczasowe covery zespołu, a także wiele nowych. Tak czy siak, na tej płytce usłyszymy jedynie utwory innych wykonawców, na przykład "Overkill" Motorhead czy wspominany wcześniej "Stone Cold Crazy" z repertuaru Queen. Mnie z tej płyty podoba się głównie okładka, ale zebranie wszystkich dotychczasowych przeróbek w jedną kupę uważam za dobry pomysł. Dokładnie rok po ukazaniu się "garaża" do uszów fanów dociera szokująca wiadomość- Metallica gra... z orkiestrą symfoniczną . Tak, tak, wydana latem 1999 roku podwójna płyta "S&M" zawiera zarejestrowany w dniach 21-22 kwietnia w San Francisco koncert, na którym to James i spółka zagrali wraz z orkiestrą pod wodzą Michaela Kamena, znanego głównie z muzyki filmowej. Dla jednych wielki zawód, dla innych udany eksperyment- tak można w skrócie nazwać "S&M". Na dwóch krążkach znalazły się największe w dotychczasowej karierze utwory, a także dwa nowe kawałki- "No Leaf Clover" i "Human". Dla mnie były czaderskie, choć trochę inne niż reszta. Ogółem płyta mi się podobała, ale kompletnie skopane zostały dwa utwory- "One" i "Battery". Po prostu takie kawałki nie brzmią dobrze przy akompaniamencie symfonii. Mógłbym tu jeszcze dodać "Master of Puppets", ale z tą oceną już się pohamuje. 1 czerwca 1999 r. chłopaki z Metalliki wystąpili na warszawskim stadionie "Gwardii", grając dla wielotysięcznej widowni, jaka wtedy przyszła, aby zobaczyć ich idoli. Rok 2000 przyniósł ze sobą tylko jeden utwór, nagrany dla potrzeb filmu "Mission Impossible 2" kawałek pt. "I Disappear". Nie będę się rozwodził nad jego jakością, powiem tylko, że nie chciałbym więcej takich utworów na nowej płycie. No cóż, kończąc ten tekst życzyłbym sobie i Wam, aby nowa płyta była tak wypierdzista, jak "Master.." i "Black Album" razem wzięte. A może macie jakieś inne sugestie? Z usłyszanych pogłosek wynika, że nowa płyta Metalliki ma wyjść jeszcze w tym roku (okolice jesieni), ale to tylko plotki, więc nie wiadomo jak to będzie. Trochę się jednak martwię, ponieważ skład zespołu opuścił, po 15 latach kariery, wspaniały basista Jason Newsted. Zrezygnował on podobno, bo chciał zająć się rodziną i odpocząć od muzyki. Z innych źródeł słyszałem zaś, że inni członkowie Metalliki nie zgadzali się na poza zespołowe projekty. I komu tu wierzyć? Najważniejsze jest to, że będzie nam brakowało jego grania i niezwykłej energii, jaką promieniował na scenie. Szukano już następcę, lecz żadnej oficjalnej notki o tym, kto zastąpi Jasona nie widziałem, więc nie będę tutaj wymieniał nazwisk.
Jeremy
| ||||

Niektórzy zakochani w ich muzyce próbują naśladować swoich idolów (na przykład Apocaliptyca, ale o tym później). To właśnie głównie dzięki Metallice muzyka metalowa nabrała nowej barwy i stała się równie popularna, jak na przykład rock. No właśnie, od lat toczy się spór o to, co tak naprawdę grała i gra obecnie ta grupa. Choć brzydzę się wszelkiego rodzaju szufladkowaniem zespołów, to powiem, że Metallica stworzyła nowy odłam muzyki heavy metalowej zwanej trash-metalem, który był niezwykle "żywym" gatunkiem, później zaś zaczęli grać bardziej melodyjnie kawałki, zmieniając swoją muzykę niejednokrotnie. Myślę jednak, że nigdy jednak nie odbiegła zbytnio od swego pierwowzoru i do dziś gra muzykę ostrą i niezwykle czadową. Za te słowa mogę zostać przez niektórych powieszony, tak jednak uważam i nie zamierzam zmieniać zdania. Wspomniałem o tym, bowiem przez te wszystkie lata święcenia sukcesów pan Hetfield
grupa zebrała się w studiu nagraniowym, aby stworzyć parę nowych kawałków i ostatecznie wydać kolejny album. Tak też się stało i latem 1984 roku ujrzały światło dzienne pierwsze egzemplarze "Ride The Lightning", drugiego z kolei albumu Metalliki. Klimat się nie zmienił, zmieniła się tylko jakość muzyki, na lepsze oczywiście. Mój zdecydowany faworyt to "Fade to Black", ale ogólnie często sięgam po ten album.
"Nothing Else Matters" z tego albumu jest chyba najbardziej znanym utworem Metalliki. I nie chodzi mi tylko o fanów metalu i rocka, ale także o całą resztę, słuchającą innej muzyki. Zna i lubi go nawet mój kumpel, zatwardziały miłośnik techno :P. Bardzo znany jest również "Unforgiven", czy "Enter Sandman", którego wideoklip został uhonorowany nagrodą MTV. Album zdobył też tradycyjnie nagrodę Grammy za najlepszy album metalowy. Tym albumem był oczywiście "Black Album". Metallica wystąpiła także w Chorzowie, u boku AC/DC i Queensryche.
Następne 2 lata Metallica spędziła na trasach koncertowych, wydała też zestaw "Live Shit! Binge And Purge" zawierający dwie kasety wideo, 3 płyty, logo Metalliki oraz książeczkę z informacjami o zespole (ale bym chciał to mieć ;( ).