| Zacznę nietypowo bo od końca filmu: In memory of Kurt Cobain 1967 -1994 (Pamięci Kurta Cobaina 1967 - 1994) - podpis zdobiący przedostatni kadr filmu. Do oglądania zasiadłem zapoznawszy się wcześniej z recenzjami, często mało przychylnymi, krytycznymi uwagami, jakoby postać głównego bohatera nie odzwierciedla osoby lidera Nirvany. I w tym miejscu trzeba zaznaczyć, w żadnym wypadku nie jest to film biograficzny, mylące może być co najwyżej podobieństwo fizyczne Blake'a (tak ma na imię bohater), przetarte dzinsy, szerokie swetry, duże przyciemniane okulary jak gdyby żywcem zdarte z Cobaina. Kilka wątków można jednak skojarzyć, chociażby to, iż młody muzyk przeżywa stany depresyjne, uzależniony jest od środków odurzających, podobnie jak Cobain jest ojcem małej dziewczynki. Trochę niesmaczne moim zdaniem było ukazanie aktora biegającego po domu ze strzelbą, paradującego niczym paw z wycelowaną lufą w pozostałych domowników. | Dialogów jak na lekarstwo, Blake mamrocze sam do siebie niczym upośledzony umysłowo, funkcje życiowe ograniczone do minimum jak gdyby potrzeby egzystencjalne składały się tylko na "jeść i spać". Oczywiście jak przystało na "bohatera" akcja filmu kończy się na palnięciu sobie w łeb. Generalnie film zaliczyłbym do tzw. grupy "filmów ambitnych", niekoniecznie interesujących. Aby się sprzedać potrzeba wabika, w tym wypadku był nim zmarły tragicznie Kurt Cobain. Do filmu dołączony jest soundtrack. Zapowiedź na Olympii można zobaczyć tutaj włącznie z trailerem.
Wasza ocena filmu (skala 1-5) : 2
|