| |||||
| |||||
| Drugą płytę Foo Fighters - czyli poprzednią, The Color And The Shape - niektórzy krytycy uznali za boleśnie przewidywalną. Czyli, że nic nowego. Na There Is Nofhing Left To Lose też nie ma przełamywania konwencji, jakichś rewolucyjnych rozwiązań. Są za to dobre, zróżnicowane rockowe piosenki. Z głową zrobione, bo pojawiają się w nich różne charakterystyczne smaczki. Na przykład "gadająca" gitara w Generator. Zresztą już początek Stacked Actors przykuwa uwagę nieco dziwnie brzmiącym przesterowanym motywem - ni to bas, ni to gitara (Grohl wyjaśnił, że jednak gitara - obniżony strój, granie na jednej strunie). Bardzo udane są skoki dynamiczne w tym utworze. Niby typowe, bo czadowy refren i szeptane psychodeliczne zwrotki. Grunt, żeby typowe pomysły sprzedawać na odpowiednim poziomie, a to się Foo Fighters udaje. W niektórych utworach - na przykład Breakout- Foo Fighters poprzez swoją postpunkową skoczność zbliżają się do Presidents Of The USA. Co oznacza, że owszem jest melodyjnie, żwawo i wesoło, ale jednocześnie aranżacja do prostackich nie należy. Czasem Grohl z kolegami niebezpiecznie balansują na granicy popu. Sympatyczny skądinąd i pełen przestrzeni Learn To Fly mógłby się chyba znaleźć: w repertuarze Bryana Adamsa, czy Bon Jovi. W Learn To Fly czy w Gimme Stitches słychać też inspiracje rockiem z południa Stanów, takim lynyrdskynyrdowym graniem. | Pojawia się również gdzieniegdzie nirvanowa melodyka, Live-ln Skin budzi skojarzenia z Alice In Chains, Aurora z Radiohead czy Smashing Pumpkins, Next Year z jakąś piosenką bożonarodzeniową... Można więc chyba mówić o pewnej stylistycznej schizofrenii, ale tylko wtedy, gdy szuka się odniesień trochę na siłę. Natomiast, gdy słuchając There Is Nothing Left To Lose, przestaniemy się obciążać "bagażem doświadczeń", wrażenia są bardzo w porządku. Bo - ściślej biorąc - w tych piosenkach pojawiają się inspiracje, a nie wredne zapożyczenia. Kolejność kawałków jest taka, by przyzwyczaić fana Foo Fighters, że jego ulubieńcy grają nie tylko żwawe single w rodzaju I'll Stick Around z pierwszej płyty, ale także numery smutniejsze, bardziej psychodeliczne, czasem nie takie znów oczywiste harmonicznie - Aurora, Headwires, Aint ItThe Life. Niestety przy okazji Foo Fighters nie udaje się uniknąć przynudzania, ale może to kwestia gustu. Mimo swoich minusów There Is Nothing Left To Lose jest kolejnym dowodem, że Grohl próbuje znaleźć własną muzyczną drogę i nie odcina kuponów od grania w "najważniejszym zespole lat dziewięćdziesiątych".
| ||||



