Grunge SoundGrunge Sound

Grunge Music Zone

Pearl Jam | Nirvana | Alice in Chains | Foo Fighters | Green River | Hole | Mudhoney | Soundgarden | Temple of the Dog

Grunge Sound

Serwis Olympia
Recenzja - Foo Fighters - Docks, Hamburg, 13 listopada 1999
Autor: Igor Stefanowicz
Dodane dnia 01-01-2002 przez hook
Wstecz
Foo Fighters - Docks, Hamburg, 13 listopada 1999Foo Fighters - Docks, Hamburg, 13 listopada 1999
1999 Columbia
Ocena koncertu:
Average rating: głosów
Parę razy już byłem na zachodzie ale ciągle mnie bierze jasna cholera, gdy obserwuję przepaść cywilizacyjną między takimi Niemcami, co to wojnę przegrali, i naszym zwycięskim narodem. Hamburg nijak nie chce być stolicą Niemiec, a jednak Warszawka przy nim jest głęboką prowincją, że nie wspomnę przez grzeczność o reszcie naszego kraju. Weźmy kwestię rozrywki - po koncercie Foo Fighters można się udać na pouczający spacer po St. Pauli, dystrykcie dla dorosłych. Za rogiem czeka wesołe miasteczko. Nie takie jak u nas, gdzie rządzi wata cukrowa i karuzela z łańcuchami. Pełny wypas - można się nażreć, opić i bawić do upadłego - pełno różnych możliwości spędzenia sobotniego wieczoru. Ale najpierw jednak poszedłem na koncert Foo Fighters...
Niestety, z obiektywnych przyczyn komunikacyjnych umknął mi występ Helicopters. Wpadłem na samą końcówkę - to mi wystarcza do niezwykle odkrywczego stwierdzenia, że Helicopters grają ostrą rockową muzykę. Nic więcej nie powiem, bo po co się mam wygłupiać. Potem z głośników popłynęły bardzo znajome dźwięki -przed występem Grohla i kolegów zostaliśmy rozgrzani dawką co lepszych dokonań Motorhead, ze szczególnym uwzględnieniem Ace Of Spades. Przy okazji obserwowałem, że publiczność zgromadzona w Docks niewiele ma wspólnego ze stereotypowym niemieckim kwadratem. Tłuszcza pokojowa i wyluzowana, chociaż ścisk panował niesłychany. Tłuszcza umiejąca się bardzo dobrze bawić, co miałoable okazać już za parę chwil.
Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego na centralnym bębnie perkusji Taylora Hawkinsa było napisane Pink Floyd. Może to taki rodzaj hołdu dla inspiratora. Nie wiem, niestety również, jaką rolę miały pełnić pluszowe maskotki za bębniarzem i na wzmacniaczu basisty Natana Mendela. Może to taki fetysz. Pewnie wszystkie te detale, podobnie jak kilka zapalonych świec, miały zaciekawiać i służyć nastrojowi. A ten jakoś jednak nie kojarzył się z dziecięcym pokojem ani kolacją przy świecach. Bo czad był i tyle.
Foo Fighters zaczęli oczywiście od utworów z nowej płyty There Is Nothing Left To Lose. Na pierwszy ogień poszedł Stacked Actors. Naród skakał jak opętany, co odważniejsi odbywali podróż po cudzych głowach i ramionach. Mniej odważnym pozostawało odbijanie balonów wypełnionych helem. Dwa takie połączone tasiemką balony zawędrowały w okolice Grohla.
Ten niewiele się zastanawiając, owinął tasiemkę wokół szyi - co trzy głowy, to nie jedna. Dave długo jednak z tymi balonami nie wytrzymał, bo w Foo Fighters to on bierze na siebie odpowiedzialność za robienie show. Szalał tak, że najwyraźniej zapomniał o zmęczeniu i niedospaniu wynikającym z różnicy czasu między Europą a Stanami.
Po ostrzejszych utworach w rodzaju Breakout i Learning To Fly (na płycie brzmi o wiele delikatniej!) przyszedł czas na the song for the ladies, jak Grohl zapowiedział króciutką Doll z The Color And The Shape. A chwilę później ironicznie skomentował balladowe klimaty, intonując Stairway To Heaven. To nie był koniec "jajecznych cytatów" - znakomicie się sprawdziła parodia Purple Rain Prince'a (refren podchwytywała publiczność), natomiast przed Generator Foo Fighters wykonali najzwyklejszy pod słońcem blues. Wcześniej jednak podgrzali atmosferę niesamowicie energetycznym Monkey Wrench.
Tak zwany koncert właściwy zwieńczony został przebojem I'll Stick Around, ze znamiennym skandowanym wersem I don't owe you anything. Wiadomo było, że bisy będą na bank. I były trzy - najpierw Weenie Beenie i New Way Home (oba z The Color And The Shape). l wtedy po raz pierwszy publiczność wydała się lekko ogłuszona ostrą jazdą. Jestem tak samo zmęczony jak wy- stwierdził Grohl - więc pieprzę, czy będziecie śpiewać razem ze mną, czy nie. Po czym na dobranoc wykonał wraz z kolegami This Is A Call z pierwszej płyty. Wypada nadmienić, że kolegów było trzech (razem z Davee'm czterech). Po wielu próbach i błędach do zespołu dołączył wreszcie nowy drugi gitarzysta - Chris.
Siłę tego koncertu stanowiły nie tylko szaleństwa Grohla i dobre piosenki. Foo Fighters grają na luzie, pozwalają sobie na improwizacje - przynajmniej takie człowiek odnosi wrażenie. I na pewno dają powód do patetycznych przemyśleń pod tytułem "rock nie umarł".


Wasza ocena koncertu (skala 1-5) : brak głosów



Grunge Sound

Serwis Olympia
© All Rights Reserved. 2001 - 2012 Serwis Olympia http://www.grunge-sound.com | partners