| |||||
Nagrali już trzy albumy, zagrali ponad 300 koncertów na całym świecie. Również Polska znalazła się na ich muzycznym szlaku. W ciągu czterech lat istnienia sprzedali 4 miliony płyt. O kim mowa? Oczywiście o Foo Fighters. Jednak Dave Grohl, lider wspomnianej grupy, nigdy nie czuł się sławny. Nawet gdy Nirvana świętowała największe sukcesy, sprzedając niewiarygodną ilość albumów i grając dla kilkunastu tysięcy ludzi, ten skromny facet pozostawał sobą. Dzisiaj, gdy stoi na czele Foo Fighters, również deklaruje, że nie gra dla pieniędzy, czy sławy. Czterech facetów (do zespołu dołączył nowy gitarzysta Chris Shifiett) tworzących ten band muzykuje sobie dla własnej przyjemności.Tymczasem panowie stworzyli swoje trzecie dzieło "There Is Nothing Left To Lose", będące ciekawym połączeniem delikatnych, popowych zagrywek, i niemal punkowych, brudnych brzmień. Muzycy znaleźli sobie nowy "przylądek dobrej nadziei", wyprowadzając się z Los Angeles do Virginii. Powrót na stare śmieci to jak zejście na ziemię, uwolnienie od kiczowatego, hollwoodzkiego stylu bycia. Zapominieć o Hollywood "W Hollywood odchodziliśmy od zmysłów, więc zbudowaliśmy swoje własne, domowe studio w Virginii, jakieś dwie minuty od mojej szkoły średniej. Ludzie zwykle wyobrażają sobie, że budowa studia nagraniowego to technologiczny koszmar nie do przezwyciężenia. Muszę przyznać, ze taka praca jest jedną z najprostszych rzeczy na świecie. Ja po prostu ściągnąłem trochę gratów, zamontowałem drewniane podłogi i to wszystko. Nie było żadnego inżyniera dźwięku, żadnej technologii. Po co miałbym wydawać tysiące dolarów na studio w L.A.? Jeśli ja potrafię, to każdy potrafi", deklaruje Dave Grohl i zaraz dodaje: "Mieliśmy mnóstwo czasu na nagrywanie. Bez wytwórni płytowej, bez żadnych zobowiązań przez 5 miesięcy non-stop pracowaliśmy. Nagrywaliśmy nie oglądając się na nikogo, a oczekiwania wychodziły tylko z naszej strony, mogliśmy więc się skupić na każdej piosence i tak dopracować poszczególne utwory, aby stały się jak najlepsze. Praca według własnego dyktanda, bez ograniczeń czasowych była czymś wspaniałym, wygodnym i relaksującym." Grupa skupiła się na jak najbardziej naturalnym sposobie nagrywania. Nie używano komputerów, czy innych technologicznych bajerów. Tylko trzech facetów starających się zabrzmieć najpotężniej jak potrafią. "Chcieliśmy udowodnić sobie i każdemu zasrańcowi, że nie jest potrzebny super producent i sprzęt komputerowy najnowszej generacji. Nie trzeba być blisko technologii, by stworzyć coś naprawdę kreatywnego. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej". W porządku, panowie zabrali się za samotną pracę w domowym studio Dave'a. Lecz w tym miejscu rodzi się pytanie. Czy brak kontraktu płytowego nie rodził obaw o przyszłość zespołu? Lider odpowiada: "Nie zważaliśmy na to, że żadna wytwórnia nie będzie zainteresowana naszymi kompozycjami. Jasne, przez chwilę myśleliśmy, że się nie pozbieramy, ale napisaliśmy nowe piosenki, które skierowały nas w kierunku dotychczas przez nas nie penetrowanym. Jesteśmy z nich dumni. A poza tym, nie musieliśmy nigdzie wychodzić, żeby nagrać płytę i co ważniejsze nie trzeba było sprzedawać artystycznej wolności... To drogowskaz dla nas, jak postępować w przyszłości". Na każdym kroku muzycy Foo Fighters przypominają, że There Is Nothing Left To Lose, dzięki przeprowadzce do Virginii, jest bardzo wiarygodnym, pozbawionym chorych ambicji albumem. Nikt nie miał wpływu na powstawanie piosenek, garstka osób słyszała te kompozycje przed oficjalnym podpisaniem nowego kontraktu. Przypominam o tym dlatego, iż nagrywając poprzedni krążek The Colour and The Shape zespół był pod ogromną presją żądającego sukcesu otoczenia. Ale to już przeszłość. Również muzycznie TINLTL spełnia wymagania artystyczne Dave'a i przyjaciół. "Jestem strasznie zadowolony z tego albumu" - wyznaje Dave - "jest najlepszą rzeczą jakiej dokonałem w życiu..." Czas na wyjaśnienie znaczenia tego interesującego wyrażenia - Nie ma nic do stracenia. Chodzi tu mianowicie o przekazanie nastroju panującego w zespole, w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Oddajmy raz jeszcze głos Dave'owi: "Mieliśmy wszystkiego po dziurki w nosie, ale w nic bardziej nie wierzyliśmy jak w muzykę... Nie mieliśmy zobowiązań wobec firmy, nie potrzebowaliśmy pieniędzy, czy sławy. Chcieliśmy jak najlepiej grać." W Los Angeles, mieście gdzie wszyscy dostają świra na punkcie własnej osobowości, taka postawa naprawdę zasługuje na uznanie i szacunek. Postanowiono więc zmienić środowisko. Ale pomysł, by wynieść się z Miasta Aniołów, zakwitł w głowie Dave'a już kilka lat temu. Wyraźna niechęć, wręcz nienawiść dla szpanerskiego stylu bycia, dla zakłamanych ludzi uniemożliwiłyby, według słów muzyków, dokonanie czegokolwiek wartościowego. "Ludzie jeżdżą teraz do Hollywood po całą tę zakichaną sławę, no i tworzą okropne zespoły, grające kiepską muzykę. Od jakichś czterech lat zmieniło się nastawienie, zamiast na muzyce ludzie koncentrują się na czymś zupełnie innym. Nowo pojawiający się na rynku człowiek deklaruje: Ludzie, rock and roll stał się cholernie nudny, jestem tu aby przywrócić mu dawną świetność. Zwykle kończy się na graniu cieniutkiej muzyki i nadrabianiu potężną dawką charyzmy. Jakiś czas później pojawia się kolejna osoba i gada to samo. Ludzie nie traktują muzyki zbyt poważnie, za to z całą powagą biorą samych siebie. Kiedy patrzysz na takich osobników w TV, czy w jakimś magazynie, wydają się być wzięci z innej planety. Gwiazdy rocka nie robią niczego ciekawego muzycznie. Chodzi o bycie produktem, indywidualnością albo dupkiem. To jest bardzo radykalne, ale Hollywood właśnie takie jest. Będąc otoczonym przez ludzi udających kogoś, kim nie są, jest chwilowo śmiesznie, ale potem przykro, depresjonująco, a w końcu przerażająco. To jeden wielki zlew szaleństw, aspiracji i kłamstw, stąd życie tam jest naprawdę męczące." Dave opisując środowisko muzyków, posługuje się mocnymi słowami - kłamstwo, obłuda... Czy prezentując taką postawę, nie grozi Foo Fighters zejście na margines światowego show-biznesu? Grohl jednoznacznie przecina: "My wciąż chcemy przedstawiać nasze albumy światu, nie znienawidziliśmy podróżowania, wciąż uwielbiamy poznawać nowych ludzi. Jeśli przyjdzie nam skończyć, na pewno nie osiądziemy w Hollywood". | Nasi ulubieńcy ostatnimi czasy chętnie wdają się w dyskusje dotyczące pozycji i przyszłości rock and rolla. Oto kilka ich wypowiedzi dotyczących tego, interesującego tematu.
"Wszystko odbywa się w pewnych cyklach, jest logicznym następstwem tego, co wydarzyło się w przeszłości. I tak grunge można podsumować w ten sposób: Zostawmy na boku filozoficzne rozważania i skupmy się na grupie Foo Fighters... Wysoka rotacja muzyków przewijających się przez szeregi zespołu. Podejrzewano Dave'a Grohla nawet o despotyczne zapędy w dyrygowaniu kapelą, która po odejściu Pata Smeara i Willa Goldsmitha stała się chyba solowym projektem byłego perkusisty Nirvany, a nie zwykłym bandem. Nic bardziej mylnego. "Zawsze mówiłem, że to bzdury i ten album to udowadnia. Kiedy Franz Stahl (gitarzysta grający w zespole 18 miesięcy, odszedł tuż przed nagraniem nowej płyty) przestał z nami współpracować, znowu pojawiły się te brednie, które osobiście wyprowadzały mnie z równowagi, gdyż Franz jest jednym z moich najstarszych przyjaciół i naprawdę chcieliśmy dalej razem współpracować."
"Na szczęście wszyscy ludzie zaangażowani w Foo Fighters oddawali się w 100 procentach swojej pracy, a same zmiany odbywały się w przyjacielskiej atmosferze." Zamykając temat roszad personalnych dodam jeszcze, że rozpad zespołu nie byt nigdy poważnie rozważany. Członkowie Foo Fighters, jak sami przyznają, uważają się za szczęściarzy. I trudno się z nimi nie zgodzić. Taśma demo przygotowana przez Grohla stała się albumem umożliwiającym osiągnięcie zespołowi na starcie statusu gwiazdy. Ciekawe tylko, czy sukces zawdzięczają wyłącznie sobie, czy raczej swojej przeszłości - Nirvanie. Ale to temat na zupełnie inną dyskusję. Tak czy inaczej pierwszy krążek, wbrew oczekiwaniom, doczekał się platyny, a kolejne wydawnictwo The Colour And The Shape również okazało się strzałem w dziesiątkę. I nawet kłopoty z firmą fonograficzną nie zdołały podciąć skrzydeł naszym bohaterom. Przyznajcie sami, nie mogło być chyba lepiej? Sukces na przyzwoitym poziomie zagwarantował grupie spokojną egzystencję. Grają koncerty, sprzedają płyty, nie udają gwiazd rocka co to już dawno straciły kontakt z rzeczywistością. Jeśli już mowa o występach na żywo, to Foo Fighters spotkacie w klubach mogących pomieścić jakieś 2000 osób. Najlepiej muzycy czują się w małych, ciasnych pomieszczeniach, gdzie panuje gorąca atmosfera, a scena znajduje się blisko fanów. Po raz kolejny głos zabierze Dave: "Znajdujemy się w bardzo komfortowej sytuacji, mamy własną, oddaną publiczność kochającą muzykę. Zupełnie nie potrzebuję 30 tyś. widowni. Uważam, że takie spędy nie mają sensu, nie jest się w stanie trafić ze swoim przesłaniem do takiej rzeszy ludzi". Ciekawe co by się stało, gdyby nagle TINLTL rozszedł się w 10 min egzemplarzy? Taylor Hawkins: "Tak naprawdę nie bierzemy tego pod uwagę. Nie sądzę byśmy kiedykolwiek stali się więksi niż miły, skromny, rodzinny zespół, jakim jesteśmy obecnie. Nie wierzę, że nagramy płytę, która trafi do 10 min ludzi. Powiem więcej, nie chcemy zostać postawieni w takiej sytuacji." Dave widzi to w następujący sposób: "Nie zamierzamy przestać tworzyć muzyki tylko z powodu możliwości stania się sławnym. Nie rozważam tego w takich kategoriach." Krótko, ale jakże treściwie. Zwróćmy uwagę, że muzycy nie unikają wywiadów, pokazują się w MTV, cieszą się ze swej popularności. Sęk w tym, aby nie udawać kogoś kim się nie jest. Najlepiej postawę tę zilustruje wspomnienie z rozdania MTVAwards. "Wszyscy pojawiliśmy się na tej uroczystości w garniturach myśląc, że to dobry pomysł. Okazało się, że wyszliśmy na idiotów... Wyglądaliśmy naprawdę, naprawdę głupio." Na koniec wróćmy raz jeszcze do nowego albumu. O czym traktuje There Is Nothing Left To Lose? Parafrazując słowa perkusisty Taylora Hawkinsa to płyta o tym, czym rock stał się obecnie, o próbie odejścia od utartych schematów i odkryciu na nowo rock and rolla. Być może muzyka, a może teksty dadzą odpowiedź na te nurtujące tysiące osób pytania. Oby There Is Nothing Left To Lose stał się choć jedną jaskółką przynoszącą dobry znak dla wszystkich fanów spragnionych prawdziwej muzyki.
| ||||

Nagrali już trzy albumy, zagrali ponad 300 koncertów na całym świecie. Również Polska znalazła się na ich muzycznym szlaku. W ciągu czterech lat istnienia sprzedali 4 miliony płyt. O kim mowa? Oczywiście o Foo Fighters. Jednak Dave Grohl, lider wspomnianej grupy, nigdy nie czuł się sławny. Nawet gdy Nirvana świętowała największe sukcesy, sprzedając niewiarygodną ilość albumów i grając dla kilkunastu tysięcy ludzi, ten skromny facet pozostawał sobą. Dzisiaj, gdy stoi na czele Foo Fighters, również deklaruje, że nie gra dla pieniędzy, czy sławy. Czterech facetów (do zespołu dołączył nowy gitarzysta Chris Shifiett) tworzących ten band muzykuje sobie dla własnej przyjemności.
Zupełnie inaczej mają się sprawy z Patem Smearem, który nie miał zamiaru więcej jeździć w trasy. Ale rotacje personalne to nie nowość w codziennej pracy zespołowej. Większość kapel zostaje w tej materii niemile doświadczona, zanim jeszcze zdoła wydać pierwszą płytę. Ci, którzy grali, wiedzą chyba dobrze co oznacza niestabilny skład - poszukiwania nowych, odpowiednich muzyków, wieczna nauka materiału, trudności w dopasowaniu się do reszty zespołu. Ta ogólna reguła, nie ominęła również Foo Fighters. Basista Nate Mendel zwykł mawiać, iż ideą przyświecającą powstaniu grupy było zebranie się razem i dobra zabawa. Jeśli coś nie pasuje, wymienia się klocki w tej układance. Jeśli czujesz się wygodnie w danej konfiguracji, wychodzisz ze swoją twórczością do ludzi. Przygotowując pierwszą płytę zatytułowaną po prostu "Foo Fighters", przekształcono taśmę demo w pełnoprawny album rodzącej się właśnie formacji. Zmiany i zawirowania były od początku brane pod uwagę. Dave dodaje: